Pan Stefan, lokator mieszkania przy ul. Marszałkowsiej 1, został dotkliwie pobity przez właściciela wynajmowanego lokalu. Badania wykazały, że ma połamane kości czaszki. Mężczyzna zgłosił pobicie na policję. Nie doczekał się pomocy ze strony funkcjonariuszy. Historię pana Stefana opisali na Facebooku działacze komuny mieszkaniowej "Syrena”.

Cały artykuł do przeczytania na wawalove.pl.

Opublikowano w Informacje

"O niefortunnych pomysłach zmian w prawie lokatorskim autorstwa Ministerstwa Budownictwa pisaliśmy pod koniec ub. roku. Choć projekt zawierał wiele pozytywnych rozwiązań, m.in. zakaz ściągania od lokatorów odszkodowań regresowych czy obowiązek zaproponowania osobie niepełnosprawnej mieszkania dostosowanego do jej potrzeb, to wiele zapisów budziło kontrowersje.

Szczególnie szkodliwy był zapis likwidujący katalog osób, którym obecnie sąd w procesie o eksmisję musi przyznać mieszkanie socjalne. Chodzi o kobiety w ciąży, osoby niepełnosprawne, obłożnie chore, ubezwłasnowolnione, emerytów, rencistów, bezrobotnych i dzieci."

Cały artykuł do na wyborcza.pl

Opublikowano w Informacje

- Policja nie chciała przyjąć zawiadomienia o naruszeniu miru domowego. Zrobiła to dopiero, gdy nasza podopieczna przyszła na komisariat z prawnikiem - mówi Katarzyna Czarnota z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów. Policja odpiera zarzuty.

 

Cały artykuł do przeczytania na poznan.wyborcza.pl

Opublikowano w Informacje

Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów, w odpowiedzi na propozycję rządu dot. nowelizacji ustawy o ochronie praw lokatorów..., pragnie stwierdzić, iż znaczna część proponowanych zmian w istotny sposób narusza interesy lokatorów.

WSL stanowczo protestuje przede wszystkim przeciwko dopuszczalności eksmisji "na bruk" (czyli bez konieczność przyznania lokalu socjalnego) kobiet w ciąży, dzieci, obłożnie chorych czy bezrobotnych. Skutki takiej regulacji już znamy. Uzależnienie jedynie od decyzji sądu prawa do przyznania lokalu socjalnego spowodowało w II połowie lat 90. falą brutalnych eksmisji "na bruk", co z kolei spowodowało liczne protesty społeczne. 

Nasz sprzeciw budzi też dalsze "rozluźnienie" przepisów dotyczących tzw. okresu ochronnego (od 1 listopada do 31 marca) oraz usankcjonowanie wysiedlania lokatorów do miejscowości odległy nawet o 100 i więcej kilometrów od ich dotychczasowego miejsca zamieszkania. Problematyczne jest też  uelastycznienie form najmu komunalnego (od najmu na czas nieokreślony do najmu na czas określony). W kontekście tych zmian, inne propozycje wynikające z nowelizacji ustawy (oceniane przez nas generalnie pozytywnie), np.  przyznanie prawa do lokalu socjalnego także osobom zajmującym dotychczasowe mieszkania bez tytułu prawnego,  tracą zdecydowanie na swojej randze i stają się (lub mogą stać się) w dużej mierze fikcyjne. Po wnikliwej analizie z perspektywy skutków społecznych i ekonomicznych projekt nowelizacji ustawy można określić jako w wielu punktach społecznie niebezpieczny.

Wielkopolskie Stowarzyszenia Lokatorów wystosowało do odpowiedniego ministerstwa dwa dokumenty o charakterze opinii (szczegółowa analiza poszczególnych projektów zmian w ustawie). Celem sporządzenia ich jest wywołanie szerokiej debaty społecznej na temat przyszłych konsekwencji zmian proponowanych przez PiS. Zmiany te, uzasadniane dobrem i ochroną osób najuboższych, w rzeczywistości prowadzą do wejścia w życie przepisów jawnie uderzających w te grupy, które dotychczas były chronione mocą prawa ze względu na sytuację życiową.

Dodajmy, że z kolei nie została zaproponowana żadna zmiana mająca na celu prawne ograniczenie działań związanych z procederem nielegalnych wysiedleń, które nierzadko są finansowane przez banki lub osoby prywatne, z rozwojem nielegalnego rynku usług prawniczych zajmujących się skupowaniem roszczeń, nękaniem lokatorów, tzw. czyszczeniem kamienic, celowym odcinaniem mediów etc. W opinii WSL, jako organizacji która od 2012 roku odpowiada na kolejne konflikty, reprezentując interesy lokatorów, kwestie te powinny być jednymi z najistotniejszych, by można było mówić o zmianach mających na celu faktyczną ochronę praw lokatorskich, zwłaszcza osób najuboższych, pozbawionych możliwości wynajęcia prawnika i dochodzenia na równi swoich racji przed sądem.


                                                                                                                                                                                                                                                       Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów
                                                                                                                                                                                                                                                                               Poznań, grudzień 2016 r.

 

 

Opublikowano w Informacje

Narodowy Program Mieszkaniowy rządu Beaty Szydło miał uwzględniać potrzeby najsłabszych obywateli. Tymczasem w programie znalazł się zapis proponujący likwidację katalogu osób objętych szczególną ochroną przed eksmisją na bruk. Chodzi m.in. o kobiety w ciąży, osoby niepełnosprawne, emerytów. - To cofanie się w rozwoju i barbarzyństwo - alarmują organizacje pozarządowe.

Cały artykuł do przeczytania na wyborcza.pl

Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 22 grudzień 2014 06:53

„Prawo do miasta” i neoliberalna polityka wysiedleń

Od jakiegoś czasu w centrum debaty publicznej coraz częściej słyszymy sformułowania tupu: „miejskie ruchy”, „miejscy aktywiści” „miejskie kongresy”, „miejskie tezy”… „działania”, „spotkania”, „debaty”...a nawet i „miejskie kampanie wyborcze”. Niestety w większości przypadków w tej modzie na „miejskość” wszelkie kwestie problematyczne dotyczące miast i ich mieszkańców sprowadzają się do galerii handlowych, zieleni, kultury i ewentualnie dróg rowerowych czy deweloperów. Nawet w debacie o czyścicielach kamienic, miejscy aktywiści nie podejmują tematu wysiedleń, zazwyczaj skupiając się tylko i wyłącznie na osądach moralnych zachowań właścicieli. Niczym ksiądz z ambony. W tak postrzeganej „miejskości” pomijana jest analiza kluczowych procesów dla miast i mieszkańców.

Podejmując próbę poszerzenia perspektywy, należy rozpocząć od wskazania, że ogólne zmiany jakie wystąpiły w Polsce w okresie potransformacji, drastycznie zmieniły w dłuższej perspektywie zarówno otoczenie ekonomiczne, w którym żyją mieszkańcy i działają ruchy społeczne, jak i środowisko polityczne, co wpływa na nowe formy oporu mieszkańców. Aby rozwijać potencjał hasła:„prawa do miasta”, jako zawołania użytecznego w działaniu społecznym, nie tylko w budowaniu „miejskiej klasy kreatywnej”, ale jak wskazywał D. Harvey - politycznego ideału, musimy najpierw zapytać o to, jakie zmiany są najbardziej kluczowe dla procesów miejskich? I jak one wpłynęły na trajektorię miejskiego oporu? W tym celu niezbędna jest analiza jednego z kluczowych problemów: wysiedleń. Kto za nimi stoi, jaka jest ich skala i co o nich wiemy?

Neoliberalna narracja a wysiedlenia

Neoliberalna polityka zarządzania miastem charakteryzuje się między innymi określoną narracją, której jednym z głównych celów jest utrzymywanie społecznych nastrojów w bezpiecznych ramach. Szczególnie w momentach kryzysowych, czyli wtedy, gdy mieszkańcy
coraz bardziej odczuwają negatywne skutki miejskich polityk – np. poprzez wzrost czynszów, eksmisje czy gentryfikację. Do uciszania krytyki i oporu jako skuteczne służy między innymi potransformacyjny dyskurs. Pojawił się zaraz po roku 1989 i jest nadal pielęgnowany. Dzieli on ludzi na ekonomicznie użytecznych i nieużytecznych. A co najważniejsze, tworzy w społecznej świadomości mit, zgodnie z którym gospodarka samo się reguluje, a kryzysy nie występują, lub są czymś wyjątkowym.

Stosownie do tych założeń ci, którym się nie udało, czyli ofiary negatywnych skutków projektu neoliberalnego, są sami sobie winni. Eksmitowani „pasożyci” czyhający na mieszkania socjalne, „nieodpowiedzialne” matki rodzące dzieci mimo ubóstwa, „leniwi” lokatorzy, niepłacący czynszu. Ich główny problem, to rzekome niedoststosowanie do transformacji.(1) Ocena i kategoryzowanie ludzi pod kątem przydatności stało się pewnego rodzaju społeczną oczywistością. Kolejnym elementem budowania dyskursu, a co za tym idzie łagodzenia społecznych nastrojów krytycznych i dewaluowania głosu oporu, jest brak powszechnej znajomości danych na temat realnych społecznych sutków neoliberalnych projektów. Wysiedlenia nie były jak dotąd tematem jakiejś szczególnej debaty publicznej, oprócz kilku nagłośnionych eksmisji czy „czyszczonych” kamienic. Jaka jest skala tego zjawiska? Ile wysiedlonych kamienic stoi aktualnie pustych? Te pytania powinny być w centrum uwagi użytecznej społecznie „debaty miejskiej”

Jeżeli nawet decydenci zdają sobie sprawę z tego, że problem brutalnych i niezgodnych z prawem wysiedleń istnieje i to na dużą skalę, zależy im na tym, by wiedza ta pozostała poza zainteresowaniem opinii publicznej. Mogłoby się bowiem okazać, że przy obecnej strategii władz, nie da się rozwiązać miejskich problemów w perspektywie następnych kilkudziesięciu lat, a sytuacja jest poza kontrolą.

Strategie wysiedleń – eksmisja i zastraszanie

Zgodnie z dostępnymi danymi tylko w latach 1995-2012 liczba oficjalnie wniesionych pozwów o opróżnienie lokalu utrzymywała się na mniej więcej stałym poziomie, oscylując pomiędzy 31,2 a 41,2 tys. rocznie. W okresie od 1999-2000 polskie sądy odnotowały najwięcej spraw eksmisyjnych – ponad 40 tysięcy. Według szacunków około 600 tys. pozwów znalazło się w sądach od 1995 roku do dziś. Dotyczyło to przypuszczalnie około 1,8 miliona osób. Po wyroku, duża część lokatorów, wyprowadza się sama, jedynie pod presją sądu i procedury administracyjnej. Najbardziej oporni są wysiedlani przymusowo. W omawianym okresie komornicy wykonali ponad 130 tys. eksmisji, z czego w początkowej fazie około 70% z nich była wykonywana bez przydziału do lokalu socjalnego. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego dot. zakazu eksmisji na bruk, w dalszym ciągu około 40% wysiedleń było wykonywanych faktycznie na bruk, czyli do lokali tymczasowych: zdezelowanych hoteli robotniczych, starych baraków, opustoszałych magazynów. Liczba zatem wniesionych pozwów stanowi najbardziej użyteczne dane nt. wielkości tego zjawiska, gdyż same eksmisje, stanowią działanie ostateczne.

Nieewidencjonowane są natomiast dane dotyczące ilości osób wysiedlonych z pominięciem prawa lokatorskiego. Metody te stosują zarówno prywatni właściciele jak i nawet władze samorządowe. W tym drugim przypadku za przykład może posłużyć Wałbrzych, którego władze odcinały prąd i gaz mieszkańcom. Działanie to miało zmusić lokatorki bloków komunalnych do wyprowadzki. Prywatni właściciele i banki w całej Polsce skorzystali z tej lekcji i poszli śladami co bardziej nowatorskich władz lokalnych. Zaczął się rozwijać rynek usług związany ze skupem roszczeń czynszowych czy zawodowym nękaniem lokatorów. Zastraszani mieszkańcy wyprowadzają się, co odnotowuje się jako tzw. dobrowolne opuszczenie lokalu, choć realnie jest to po prostu wysiedlenie.

Bez prawa do lokalu socjalnego

Asymetria sił pojawia się już w sądzie. Często przeciwko lokatorowi występuje jednym rzędem prywatny właściciel i gmina. Władza lokalne korzystają z tzw. interwencji ubocznej. Podczas rozpraw sądowych o opróżnienie mieszkania, decyduje się często o przydziale bądź nie lokalu socjalnego. Gmina występuję tu w roli strony na prawach tzw. interwenienta ubocznego. Często bez zapoznania się z indywidualną sytuacją osoby czy rodziny, która na drodze sądowej stara się o przydział lokalu socjalnego, zostaje po prostu złożony wniosek by mieszkania tego nie przydzielać. Uzasadnieniem najczęściej to brak lokali socjalnych.  Czytamy wówczas w wyrokach sądów, że gmina lokali nie posiada, więc wnosi o ich nie zasądzanie.

Podejście to ilustruje też wypowiedz Jarosława Pucka, szefa poznańskiego Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, dla jednego z lokalnych tytułów prasowych: „Korzystamy z tego prawa od około 4 lat, bo nie mamy lokali socjalnych. Robimy tak przy prawie każdej eksmisji, w 99% przypadków stajemy po stronie właścicieli i wnosimy o nieprzyznawanie lokalu socjalnego”. „Pucek mówi  - jak pisze dalej gazeta -  że działanie to przynosi realne skutki – jeszcze kilka lat temu prawie przy każdej rozprawie sądy przyznawały prawo do lokalu socjalnego. W tej chwili jest tego dużo mniej”. Zapytany przy okazji innej debaty o skalę zapotrzebowania na mieszkania socjalne w Poznaniu, Pucek stwierdza „jest coraz lepiej, miasto przydziela coraz mniej lokali socjalnych”.

Rzeczywistość zdaje się być zgoła inna, zwłaszcza z perspektywy mieszkańców. Dla przykładu w Poznaniu Urząd Miasta ocenia niedobór mieszkań dla najniżej materialnie sytuowanych rodzin na około 2- 3 tysiące. Natomiast zgodnie z danymi szacunkowymi na które powołuje się Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów ta liczba jest o wiele wyższa i może sięgać nawet 10 tysięcy lokali. Oprócz około 2 tys. rodzin zagrożonych eksmisją i kilkuset osób oczekujących na przydział lokalu, pozostają jeszcze tysiące rodzin mieszkających w przepełnionych substandardowych mieszkaniach. Jednocześnie w Poznaniu wybudowano od połowy lat 90. do 2012 roku 832 mieszkania komunalne, co jest kroplą w morzu potrzeb, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt jednoczesnego skurczenia się gminnych zasobów mieszkaniowych o ok. 12 tysięcy lokali. Bezpośrednią konsekwencją tak prowadzonej polityki miejskiej są kolejne wybuchające konflikty lokatorskie, wzrost czynszów i masowe wysiedlenia.

Kto wysiedla?

Głównymi podmiotami odpowiedzialnymi za wysiedlenia są banki, władze lokalne oraz prywatni właściciele. W Poznaniu kamienica przy ulicy Piaskowej była pierwszym przypadkiem ujawnienia procederu wykupu nieruchomości przez spółki córki powiązane z NeoBankiem. Opór mieszkańców i zainteresowanie mediów ujawniło skalę zjawiska. Do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zaczęły się zgłaszać inni poszkodowani lokatorzy. Już po kilku miesiącach okazało się, że w podobny sposób wysiedlono w Poznaniu kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt kamienic na przestrzeni ostatnich 10 lat. Spekulacje nieruchomościami wytworzyły nowy rynek usług spółek zajmujących się czyszczeniem kamienic. Natomiast banki to finansują.

Kamienica znajdująca się na objętej programem rewitalizacji ulicy Taczaka w Poznaniu, stanowi kolejny przykład wysiedleń, tym razem przez władze lokalne. Budynek opustoszał w efekcie zwyżki czynszów i presji formalnej. Niektórzy z lokatorów mieszkali tam 40 lat. Jedna z kamienic została przejęta przez Urząd Marszałkowski, a lokatorzy otrzymali informację o wypowiedzeniu umów najmu. Ci, którzy mieli lepszą sytuację materialną wyprowadzili się. Zostali najniżej uposażeni: para emerytów i samotna starsza wdowa. Urzędnicy zamiast wsparcia prawnego wybrali inne metody – co jakiś czas dzwonią do lokatorów nakłaniając do dobrowolnego opuszczenia lokalu. Budowanie presji psychicznej, nakłanianie do wyprowadzki w tej sytuacji utożsamiane jest z nękaniem. Urząd Marszałkowski, jako jednostka samorządu terytorialnego chce uniknąć w ten sposób procesu eksmisyjnego, w wyniku którego emeryci mieliby szansę na przydział lokalu socjalnego.

Co dzieje się z wysiedlonymi?

Nikt w zasadzie nie zajmuje się badaniami na temat tego, jak radzą sobie ze wzrastającą ilością wysiedleń mieszkańcy miast. Z niektórych naszych poznańskich ustaleń wynika, że osoby z wyrokami eksmisyjnymi stanowią prawdopodobnie 1/3 mieszkańców lokali socjalnych. Część w odpowiedzi na wysiedlenia po prostu skotłuje mieszkania, najchętniej należące do gminy, ale bywa, że także lokale prywatne.

Niektórzy korzystają ze wsparcia rodziny, czy znajomych - wynajmując mieszkanie w kilka osób. Tu z kolei dane wydają się wskazywać, iż w przypadku najniżej uposażonych grup, rośnie zatłoczenie. W stolicy Wielkopolski ok. 55 tys. osób (ok. 10% ludności) mieszka w warunkach, gdzie na jedną osobę przypada mniej niż 10 metrów powierzchni użytkowej, przy średniej w Poznaniu 26 metrów kwadratowych, a w miastach europejskich 32 metry kwadratowe. 

Na przykładzie Poznania wiadomo też, że wzrasta liczba osób chcących skorzystać z niektórych noclegowni (dziś dysponują one ok. 1500 miejscami). Zgodnie z relacjami pracowników socjalnych, często przyczyną bezdomności jest eksmisja. Wreszcie inni, starzy i schorowani, trafiają do domów pomocy społecznej.

Podsumowanie: od demonstracji po skłotowanie

Formy oporu przed brutalnymi wysiedleniami są zróżnicowane. Od okupacji urzędów miejskich, barykadowania kamienic, chroniąc się tym samym przed czyścicielami, budowania wspólnot walki po przejmowanie pustostanów. Oddolnie organizowana pomoc prawna, a także tworzenie koalicji mieszkańców np. ze środowiskami akademickimi i artystycznymi, pozwala pozyskiwać nowe dane, budować narzędzia krytyki niezbędnej do tworzenia alternatywnej narracji i wyjaśnień sytuacji.

W Poznaniu konflikty lokatorskie związane z ujawnieniem procederu „czyszczenia kamienic” stały się przyczynkiem do szerszej diagnozy sytuacji mieszkaniowej. Wiele budynków zostało wysiedlonych przez tzw. czyścicieli. Budynki te mogłyby pełnić funkcje lokali socjalnych, jednak duża część z nich nadal stoi pusta. Konsolidacja mieszkańców podczas organizacji pierwszej demonstracji lokatorskiej, która 20 marca 2012 roku przeszła ulicami Poznania ujawniła skalę tego zjawiska. Co kilkadziesiąt metrów uczestnicy marszu zatrzymywali się pod kolejną wysiedloną kamienicą. Trasa demonstracji wiodła jedną z najbardziej gentryfikowanych i dotkniętych wysiedleniami dzielnicy Poznania - Łazarza.

Opór bezpośredni to także zajmowanie pustych lokali, często motywowane przymusem ekonomicznym. Wyniki badań przeprowadzonych przez grupę badaczy i badaczek związanych z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów na dwóch osiedlach socjalnych w Poznaniu wskazują, że 1/3 mieszkańców trafiła na osiedle z powodu eksmisji, natomiast co dziesiąty lokator mieszkanie zaskłotował. Najczęściej były to wielodzietne rodziny. Tego typu badania, skupione na wysiedleniach i współtworzone wraz z mieszkańcami ukazują w jaki sposób i ile ludzi jest zmuszonych do zajmowania pustostanów, by zapewnić sobie dach nad głową.

Tym nie mniej neoliberalne projekty są nadal ochoczo wdrażane, przy jednoczesnym procesie reform społecznych mających na celu deregulację i zastąpienie systemu opiekuńczego (welfere) systemem zmuszającym do pracy (workfare). Banki nadal dokonują systematycznie masowych przejęć nieruchomości. Nierzadko miejskie programy rewitalizacji, w które wpisuje się tez wiele „nowych ruchów miejskich”, sprzyjają spekulacjom cenowym i ostatecznie wysiedleniom.  Pojawiają się nie tylko śmieciowe umowy o pracę, ale śmieciowe umowy najmu. Stały się one „śmieciowe” przez brak gwarancji stabilności mieszkaniowej. Jak pokazują opisane przykłady, ochrona praw lokatorskich praktycznie nie istnieje, a kolejne grupy są pozbawiane dachu nad głową, a zatem „prawa do miasta”. Mieszkania komunalne zdawały się stanowić bardziej stabilne umowy najmu. Jednak prywatyzowane są resztki zasobów komunalnych, co destabilizuje warunki mieszkaniowe. Przybywa więc eksmisji i ludzi realnie bezdomnych, choć niekoniecznie tak ujmowanych w miejskich statystykach.

Koszty śmieciowych umów, zarówno lokatorskich i pracowniczych, ponoszą przeciętnie i  najniżej uposażeni, zwłaszcza kobiety, samodzielne matki, osoby starsze, ubogie – to one od lat zajmują pustostany. Całymi rodzinami, bez nazywania swoich działań „projektem miejskim”, odpowiadają w ten sposób na kryzys miast i rosnącą skalę nielegalnych wysiedleń. Temat wysiedleń powinien być w centrum debaty „miejskiej”, a co najmniej nie powinien być w niej pomijany. W innym przypadku tzw. nowe ruchy miejskie i hasło „prawo do miasta” to tylko pusty slogan, użyteczny w budowaniu tożsamości przede wszystkim klasy kreatywnej i programów wyborczych rządzących.

                                                                     Tekst ukazał się pierwotnie na łamach Le Monde Diplomatique – edycja polska

Opublikowano w Publicystyka