Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów chce wyrazić zdecydowany sprzeciw wobec sposobu przedstawiania Romów pochodzenia rumuńskiego mieszkających przy ulicy Lechickiej, w związku z pojawiającymi się w zeszłym tygodniu informacjami dotyczącymi traktowania przez nich zwierząt.

Przy okazji zatrzymania do wyjaśnienia 12 psów należących do mieszkańców baraków przy ulicy Lechickiej, lokalne media wykazały się zdecydowanie jednostronnym ujęciem sprawy oraz wyraźną nierzetelnością dziennikarską. W tekstach dotyczących tej sprawy prasa pominęła zupełnie głos jednej ze stron, tj. właścicieli zwierząt czy szerzej społeczności romskiej, która w artykułach została napiętnowana. Przedstawiciele mediów często utrzymują, że wysłuchanie wszystkich ze stron to jeden z niezłomnych kanonów rzetelności dziennikarskiej, który w tym przypadku został złamany.

Pojawiły się również liczne nieścisłości i przeinaczenia co do liczby i stanu zdrowia zwierząt oraz okoliczności ich zatrzymania. Zwierzęta  nie były maltretowane,  zagłodzone czy odwodnione, choć należy przyznać, iż warunki trzymania niektórych z nich były prawdopodobnie niewłaściwe, co z pewnością ustali odpowiednie dochodzenie, a właściciele psów poniosą stosowne konsekwencje. Jak dowiaduje się z Urzędu Miasta Poznania w piśmie datowanym na 17 marca 2017 r.:

"W opinii lekarza weterynarii ze Schroniska, który przyjmował psy, zwierzęta były w kondycji ogólnej dobrej, a ich masa ciała była odpowiednia do wieku (stwierdzono lekką nadwagę). Psy były brudne, ale stan okrywy włosowej nie budził większych zastrzeżeń.

Zwierzęta nie wykazywały widocznych oznak toczącego się procesu chorobowego. Jeden pies w momencie przyjęcia do schroniska wymiotował i miał biegunkę. Test na parwowirozę nie wykazał jednak tej choroby, przypuszczalnie przyczyną tych objawów był stres. Następnego dnia wymioty ustały.

Jeden z psów po przyjeździe do schroniska nie obarczał prawej kończyny – badanie nie wykazało cech złamania.

Wszystkie psy zostały w schronisku odpchlone, odrobaczone i zaszczepione przeciwko chorobom wirusowym."

Dodatkowo w doniesieniach medialnych, zastosowana została zasada zbiorowej odpowiedzialności względem członków społeczności romskiej. Próbowano bowiem przedstawić warunki trzymania psów jako sprawę dotyczącą całej społeczności romskiej, podczas gdy  dotyczy ona trzech  z ok. 100 osób (a nie 50 jak padło w jednym z materiałów) zamieszkujących obecnie przy ul. Lechickiej. Gazety jednak - m.in. wskazując na pochodzenie etniczne właścicieli - sugerowały, że jest to problem wszystkich mieszkańców romskiego osiedla, jednocześnie - jak pisaliśmy wyżej - nie pytając ich o zdanie w tej sprawie.

Stosowanie "etnicznego kryterium" w medialnych doniesieniach jest niedopuszczalnym zachowaniem. Takie ujęcie sprawy wywołuje pod artykułami falę nienawistnych i rasistowskich komentarzy, które wynikają m.in. ze sposobu zaprezentowania tematu. Naszym zdaniem celem artykułów - nie zawahamy się tego podkreślić - było napiętnowanie całej społeczności romskiej. Jest to mechanizm pojawiających sie notorycznie w polskiej prasie piszącej o Romach. Już wcześniej takie ujęcie problematycznych kwestii dotyczących przedstawicieli tej grupy sprawiało, że Romowie  byli narażeni na bezpośrednią przemoc fizyczną i ataki o charakterze rasistowskim. W innych miejscowościach (np. Wrocław) zdarzały się nocne próby podpalenia romskich osiedli.

Warunki życia psów, określone w prasie jako złe, wynikają także z warunków życia Romów doświadczających ubóstwa i systemowego wykluczenia. Oczywiście nie jest to równoznaczne z aprobatą niewłaściwego traktowania części zwierząt (np. zbyt krótki łańcuch). 
Naszym zdaniem, o ile możemy uznać zatrzymanie psów trzech właścicieli do wyjaśnienia za uzasadnione, to zupełnie skandaliczny był sposób opisania sprawy w prasie i rozpętanie nagonki medialnej na tę grupę mieszkańców Poznania.

Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 25 lipiec 2016 16:31

Oświadczenie - Poznań miastem brutalnych eksmisji

26 lipca więzienie opuszcza Łukasz Bukowski, który spędził w nim 3 miesiące za udział w blokadzie eksmisji w 2011 r. Poddanie się tej karze było z jego strony aktem sprzeciwu wobec brutalności wysiedleń i związanych z nimi działań policji, które trwają od 5 lat.

Od początku kwietnia br. wezbrała kolejna fala eksmisji. W maju i czerwcu krajową prasę obiegły informacje o dwóch samobójstwach, do jakich doszło w związku z wysiedleniami. Miało to miejsce w Szczecinie i we Wrocławiu. Podobnego typu tragedii jest więcej. Co roku w naszym kraju do opuszczenia lokalu mieszkalnego jest zmuszanych kilkadziesiąt tysięcy rodzin, z tego w około 7-8 tysięcy przypadkach odbywa się to przy udziale komornika i nierzadko policji. Liczby te nie uwzględniają eksmisji dzikich, przeprowadzonych przez właścicieli lokali bez stosownego wyroku sądu.

Od lat ruch obrony lokatorów wskazuje na nieludzki charakter tych wysiedleń, zwłaszcza w kontekście żywiołowego i często aferalnego procesu prywatyzacji zasobów mieszkaniowych oraz zaniechań władz publicznych w sferze polityki mieszkaniowej. W 2015 roku oddano w Polsce do użytku najmniejszą liczbę mieszkań komunalnych od kilku dekad. W ostatnich latach rocznie buduje się mniej niż jedno mieszkanie komunalne na gminę, a liczba mieszkań komunalnych nowo oddanych do użytku spada.

Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów (WSL) szacuje, że w Poznaniu eksmisje dotyczą kilkuset do 1,5 tys. rodzin każdego roku. Z zasobów komunalnych masowe eksmisje rozpoczęły się za rządów Jarosława Pucka. Przed objęciem przez niego stanowiska szefa ZKZL dokonywano ich kilkanaście, do 50 rocznie. W latach 2011 i 2012 eksmitowano z mieszkań komunalnych po 140 najemców. W 2013 roku przeprowadzono największą liczbę wysiedleń – dokonano 183 eksmisji. W 2014 roku było ich 143.

Po wyborach samorządowych sytuacja nie uległa zmianie. W 2015 roku za prezydentury Jacka Jaśkowiaka wysiedlono 143 rodziny. Eksmisje trwają także w tym roku. Z zasobów komunalnych w kwietniu i maju eksmitowano z udziałem komornika 26 rodzin, a na czerwiec zapowiedziano wysiedlenie kolejnych 20. W jednym z ostatnich przypadków sąd w ostatniej chwili (dzień przed eksmisją) powstrzymał komornika. Okazało się, że ZKZL nie spełnił wszystkich wymaganych procedur przy wskazaniu lokatorowi mieszkania socjalnego. Wiemy, że takich „błędów” jest zdecydowanie więcej i nie we wszystkich przypadkach sądy na czas podejmują odpowiednie decyzje.

Standardem stało się kierowanie ludzi eksmitowanych do schronisk dla bezdomnych, a lokale, które powinny być pomieszczeniami tymczasowymi, wskazuje się jako socjalne. Są także przypadki, kiedy okazuje się, że rodziny z dziećmi nie mają prawa do lokalu socjalnego, a wówczas komornik grozi rozdzieleniem rodzin i przekazaniem dzieci do placówek opiekuńczych.

Federacja Anarchistyczna i Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów są głęboko zbulwersowane faktem, że polityka wysiedleń w Poznaniu jest kontynuowana. Uważamy eksmisje za niedopuszczalne i barbarzyńskie. Zamiast wdrażać w życie długo oczekiwaną nową politykę mieszkaniową, władza sięga po tak drastyczne narzędzia.

Żądamy natychmiastowego powstrzymania eksmisji!

Federacja Anarchistyczna s. Poznań
Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

Opublikowano w Informacje

Oświadczenie

Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów

w sprawie polityki mieszkaniowej Poznania – rok po wyborach samorządowych

 

W rok po zmianie władz miasta Poznania kwestie lokatorskie pozostają w dalszym ciągu nierozwiązane. Nie powstało biuro interwencji lokatorskiej, nie ma programu polityki mieszkaniowej, nie wiadomo ile i w jakim czasie powstanie mieszkań komunalnych i socjalnych, nie wiadomo kiedy zostaną zlikwidowane kontenery socjalne, nie ma programu przeciwdziałania nadużyciom w dysponowaniu mieszkaniami komunalnymi itd. Nie odbywają się żadne konsultacje społeczne w tych kwestiach. Z wypowiedzi przedstawicieli władz wynika, że z wielu obietnic obecny zarząd miasta wręcz się wycofuje.

Trwa za to wysiedlanie mieszkańców zasobów komunalnych. Nękani sądami są ci lokatorzy, którzy po kilka lat czekali na przydział zasądzonego przez sąd mieszkania socjalnego i przez ten okres obciążeni zostali tzw. karnymi czynszami.

Lokatorzy traktowani są w urzędach jak natręci. Poszczególne sprawy interwencyjne, jeżeli są rozwiązywane, to pod ciągłą presją Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i poznańskich mediów. Przy czym na każdą rozwiązaną sprawę przypada wielokrotnie więcej nierozwiązanych. Tworzy się getta nie tylko na osiedlu kontenerowym, ale także w hotelu robotniczym na ul. Torowej czy w mieszkaniach socjalnych na ul. Nowotarskiej. Dziesiątki rodzin z dziećmi żyje w warunkach urągających ich godności i niezaspokajających ich potrzeb.

Sprawami mieszkaniowymi w dalszym ciągu kierują osoby, które wykazały swoją bezradność i niekompetencję w sytuacjach czyszczenia kamienic, np. w 2012 r. przy sprawie mieszkańców kamienicy na ul. Stolarskiej 2. Urzędnicy ci są kompletnie niechętni jakimkolwiek zasadniczym zmianom w miejskiej polityce mieszkaniowej.

Uważamy, że obecnie prowadzona polityka miasta jest w dalszym ciągu polityką wymierzoną w najuboższe warstwy społeczne. Pod tym względem nie różni się ona od polityki prowadzonej przez ekipę Grobelnego.

Biorąc wszystko to pod uwagę, Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów postanowiło powołać w styczniu 2016 roku własne Biuro Interwencji Lokatorskiej. Zgodnie z zapowiedziami skierowane zostaną pozwy przeciwko miastu w związku z niewywiązywaniem się przez nie z obowiązku zapewnienia odpowiedniej liczby mieszkań socjalnych. Zapowiadamy zintensyfikowanie działań w obronie poszkodowanych mieszkańców.

Poznań, 2.12.2015 r.

Opublikowano w Informacje

Od wiosny 2014 tereny części ogródków działkowych im. 23 Lutego (przy ulicach Lechickiej/Umultowskiej) są zamieszkane przez społeczność Romów pochodzenia rumuńskiego. Na działkach przebywa kilkadziesiąt osób, z czego 1/3 stanowią dzieci.
Ogródki działkowe należące do Polskiego Związku Działkowców zostały w 2005 przejęte przez prywatnego właściciela. Od momentu prywatyzacji działkowcy zostali pozbawieni możliwości użytkowania tego terenu, natomiast około 50 altan działkowych zamieniło się w niszczejące pustostany.

30 marca 2014 roku miała miejsce blokada eksmisji rodzin romskich zamieszkujących pustostan przy ul. Krauthofera w Poznaniu. W efekcie blokady eksmisji oraz nagłośnienia medialnego odbyło się spotkanie konsula Rumunii wraz z urzędnikami miejskimi i Romami. Następnie, odbyło się również zamknięte spotkanie w Urzędzie Miasta na temat imigrantów romskich przebywających w Poznaniu. Nie podjęto żadnych rozwiązań, które umożliwiłyby imigrantom romskim korzystanie z podstawowych praw na terenie Polski.

W efekcie nacisków ze strony prywatnego właściciela terenu, przy równoczesnym ignorowaniu problemu imigrantów przez władze miasta oraz Urząd Wojewódzki i Rzecznika ds. Mniejszości Narodowych, Romowie, by zapewnić sobie dach nad głową, byli zmuszeni zająć następny pustostan. Aktualnie już ponad rok przebywają na terenach ww. byłych ogródków działkowych.

Kilka dni temu na terenie działek pojawił się przedstawiciel właściciela, który zapowiedział wysiedlenie koczowiska oraz wyburzenie wszystkich altan działkowych. Deklarował przy tym, że posiada odpowiednie zezwolenia od właściciela terenu oraz przedstawicieli władz miejskich.

Przedstawiciele społeczności romskiej, zaspokajający swoje potrzeby mieszkaniowe na terenie byłych ogródków działkowych, nie mogą być eksmitowani bez procesu sądowego. Ich obecna sytuacja jest konsekwencją zaniechań i braku systemowego działania w związku z „kryzysem” jaki wybuch wokół wysiedlenia przy ulicy Krauthoffera. Chociaż w wyniku tamtej sytuacji władze wiedziały o problemie, nie uczyniono nic, aby na trwałe go rozwiązać. Powodem tego stanu rzeczy są uprzedzenia wobec Romów, zwłaszcza imigrantów romskich o niskim statusie materialnym, pochodzących z Rumunii.

Podejmowane przez Romów próby zarejestrowania pobytu przez lata nie powiodły się – urzędnicy odsyłali ich od drzwi do drzwi. Podstawową potrzebą rodzin romskich jest zapewnienie im dachu nad głową. W związku z trudną sytuacją mniejszości Romy rumuńskiej zamieszkującej Poznań wyrażamy swój głęboki sprzeciw wobec polityki władz miasta i braku reakcji na kolejny konflikt, jaki od 2012 roku wybucha wokół dramatycznie trudnej sytuacji tej grupy imigrantów. Legitymizuje i akceptuje się praktyki represji i rasizmu instytucjonalnego skierowanego przeciwko tej grupie, której wielu członków urodziło się i dorastało na terenie Poznania – większość romskich dzieci to poznaniacy.

Zapowiadamy protesty i ewentualne blokowanie nielegalnego wysiedlenia koczowiska.

                                      Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

Opublikowano w Informacje

W dniu 11 lutego ma siaładebata dotycząca spraw lokatorskich z udziałem kandydatki na prezydentkę Anny Grodzkiej oraz przedstawicieli Platformy Obywatelskiej i Prawa do Miasta. Do udziału w dyskusji została także zaproszona przedstawicielka Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów (WSL). Uważamy jednak udział WSL w debacie za niemożliwy z kilku powodów.

Problemy lokatorów znajdują się w centrum uwagi ruchów społecznych od kilkunastu lat. Przez większość tego okresu, politycy różnych opcji ignorowali problemy mieszkaniowe, masowe eksmisje i zadłużenie czynszowe. Zgodnie z ogólnodostępnymi statystykami, od połowy lat 90. ofiarami de facto przymusowych wysiedleń padło w Polsce ok. 1,5 mln osób, a ok. 150 tys. zostało po prostu eksmitowanych, często na bruk. W rzeczywistości skala zjawiska nielegalnych wysiedleń jest o wiele większa. Politycy często uzasadniają niesprawiedliwe prawo demagogicznymi argumentami o „trudnych lokatorach”, „melinach” i związanych z tym zagrożeniach bezpieczeństwa „zwykłych obywateli”. W Poznaniu można szacować problem tzw. trudnych lokatorów w promilach ogółu mieszkańców (to ok. kilkadziesiąt osób). To problem marginalny. Co roku konsekwentnie rośnie liczba osób eksmitowanych - z poznańskich prywatnych i komunalnych zasobów lokalowych, w tym także dzieci, kobiety w ciąży, osoby chore i seniorów.

Obrona praw lokatorskich wymaga zaangażowania na co dzień i bezpośredniego kontaktu z ofiarami wysiedleń. Wywoływanie tego problemu jako elementu gry wyborczej, w przeddzień wyborów na urząd prezydenta i do parlamentu budzi nasz kategoryczny sprzeciw. Nie widzimy ze strony poszczególnych ugrupowań politycznych czy polityków determinacji w przeciwdziałaniu eksmisjom. Dyskusja, która ma się odbyć 11 lutego, to kolejne pozorowanie działań i zaangażowania w mieście, w którym systemowo odmawia się pokrzywdzonym lokatorom pomocy. Nie godzimy się brać udziału w debacie z przedstawicielami dwóch ugrupowań, które odrzuciły trzy tygodnie temu jeden z najważniejszych postulatów poznańskiego ruchu lokatorskiego – powołania miejskiego Biura Interwencji Lokatorskiej. Uważamy, że było to spowodowane klasowymi uprzedzeniami i obroną interesów właścicieli nieruchomości. Jak i chęcią poruszania się tzw. „ruchów miejskich” w bezkrytycznych i bezpiecznych ramach. Temat wysiedleń powinien być w centrum debaty „miejskiej", a co najmniej nie powinien być w niej pomijany. W innym przypadku tzw. nowe ruchy miejskie i hasło „prawo do miasta" staną się tylko pustymi sloganami, użytecznymi w budowaniu tożsamości przede wszystkim przedstawicieli tzw. klasy kreatywnej i programów wyborczych rządzących.

Politycy pozostają głusi i ślepi na problemy lokatorskie i wydaje się, że żadna debata już tego nie zmieni

Opublikowano w Informacje