Maciej Wudarski, znany społecznik, obecnie jeden z zastępców prezydenta Jaśkowiaka, procesuje się z... miastem Poznań. Jako współwłaściciel kamienicy znajdującej się na Jeżycach w tej chwili domaga się w sądzie ponad 30 tys. zł z tytułu niedostarczenia lokali socjalnych lokatorom z wyrokami eksmisyjnymi. W budynku dochodziło także do eksmisji na bruk.

Cały artykuł do przeczytania na gloswielkopolski.pl

Opublikowano w Informacje

We wtorek prezydent miasta powoł na stanowisko czwartego zastępcę prezydenta. Agnieszka Pachciarz będzie odpowiedzialna m. in. za politykę mieszkaniową. Tymczasem poznańskie elity apelują do Jacka Jaśkowiaka, by zlikwidował kontenerowe getto przy ul. Średzkiej.

Cały artykuł do przeczytania na głoswielkopolski.pl

Opublikowano w Informacje

Zamknięcia osiedla kontenerów socjalnych domaga się od prezydenta Poznania kilkudziesięciu artystów i naukowców. - Ten apel to prowokacja, mamy ważniejsze problemy na głowie - odpiera jednak szef ZKZL Jarosław Pucek.

Do kontenerów socjalnych mieli trafiać tzw. trudni lokatorzy, czyli od lat zalegający z czynszem i utrudniający życie sąsiadom. Ale to jedna strona medalu. Pracownicy pomocy społecznej pisali w raportach, że mieszkańcy blaszaków to osoby niepełnosprawne i ubogie, nieradzące sobie z prowadzeniem gospodarstwa domowego, niektórzy są chorzy psychicznie lub uzależnieni od alkoholu. W kontenerach mieli przejść terapię socjalną, która umożliwi im powrót do normalnych mieszkań. Jednak, jak pisaliśmy już rok temu, nic z tego programu nie wyszło, a mieszkańcy, z którymi nie pracowali żadni terapeuci, stają się coraz bardziej nieporadni.

Cały artyjuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl

Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 22 grudzień 2014 06:53

„Prawo do miasta” i neoliberalna polityka wysiedleń

Od jakiegoś czasu w centrum debaty publicznej coraz częściej słyszymy sformułowania tupu: „miejskie ruchy”, „miejscy aktywiści” „miejskie kongresy”, „miejskie tezy”… „działania”, „spotkania”, „debaty”...a nawet i „miejskie kampanie wyborcze”. Niestety w większości przypadków w tej modzie na „miejskość” wszelkie kwestie problematyczne dotyczące miast i ich mieszkańców sprowadzają się do galerii handlowych, zieleni, kultury i ewentualnie dróg rowerowych czy deweloperów. Nawet w debacie o czyścicielach kamienic, miejscy aktywiści nie podejmują tematu wysiedleń, zazwyczaj skupiając się tylko i wyłącznie na osądach moralnych zachowań właścicieli. Niczym ksiądz z ambony. W tak postrzeganej „miejskości” pomijana jest analiza kluczowych procesów dla miast i mieszkańców.

Podejmując próbę poszerzenia perspektywy, należy rozpocząć od wskazania, że ogólne zmiany jakie wystąpiły w Polsce w okresie potransformacji, drastycznie zmieniły w dłuższej perspektywie zarówno otoczenie ekonomiczne, w którym żyją mieszkańcy i działają ruchy społeczne, jak i środowisko polityczne, co wpływa na nowe formy oporu mieszkańców. Aby rozwijać potencjał hasła:„prawa do miasta”, jako zawołania użytecznego w działaniu społecznym, nie tylko w budowaniu „miejskiej klasy kreatywnej”, ale jak wskazywał D. Harvey - politycznego ideału, musimy najpierw zapytać o to, jakie zmiany są najbardziej kluczowe dla procesów miejskich? I jak one wpłynęły na trajektorię miejskiego oporu? W tym celu niezbędna jest analiza jednego z kluczowych problemów: wysiedleń. Kto za nimi stoi, jaka jest ich skala i co o nich wiemy?

Neoliberalna narracja a wysiedlenia

Neoliberalna polityka zarządzania miastem charakteryzuje się między innymi określoną narracją, której jednym z głównych celów jest utrzymywanie społecznych nastrojów w bezpiecznych ramach. Szczególnie w momentach kryzysowych, czyli wtedy, gdy mieszkańcy
coraz bardziej odczuwają negatywne skutki miejskich polityk – np. poprzez wzrost czynszów, eksmisje czy gentryfikację. Do uciszania krytyki i oporu jako skuteczne służy między innymi potransformacyjny dyskurs. Pojawił się zaraz po roku 1989 i jest nadal pielęgnowany. Dzieli on ludzi na ekonomicznie użytecznych i nieużytecznych. A co najważniejsze, tworzy w społecznej świadomości mit, zgodnie z którym gospodarka samo się reguluje, a kryzysy nie występują, lub są czymś wyjątkowym.

Stosownie do tych założeń ci, którym się nie udało, czyli ofiary negatywnych skutków projektu neoliberalnego, są sami sobie winni. Eksmitowani „pasożyci” czyhający na mieszkania socjalne, „nieodpowiedzialne” matki rodzące dzieci mimo ubóstwa, „leniwi” lokatorzy, niepłacący czynszu. Ich główny problem, to rzekome niedoststosowanie do transformacji.(1) Ocena i kategoryzowanie ludzi pod kątem przydatności stało się pewnego rodzaju społeczną oczywistością. Kolejnym elementem budowania dyskursu, a co za tym idzie łagodzenia społecznych nastrojów krytycznych i dewaluowania głosu oporu, jest brak powszechnej znajomości danych na temat realnych społecznych sutków neoliberalnych projektów. Wysiedlenia nie były jak dotąd tematem jakiejś szczególnej debaty publicznej, oprócz kilku nagłośnionych eksmisji czy „czyszczonych” kamienic. Jaka jest skala tego zjawiska? Ile wysiedlonych kamienic stoi aktualnie pustych? Te pytania powinny być w centrum uwagi użytecznej społecznie „debaty miejskiej”

Jeżeli nawet decydenci zdają sobie sprawę z tego, że problem brutalnych i niezgodnych z prawem wysiedleń istnieje i to na dużą skalę, zależy im na tym, by wiedza ta pozostała poza zainteresowaniem opinii publicznej. Mogłoby się bowiem okazać, że przy obecnej strategii władz, nie da się rozwiązać miejskich problemów w perspektywie następnych kilkudziesięciu lat, a sytuacja jest poza kontrolą.

Strategie wysiedleń – eksmisja i zastraszanie

Zgodnie z dostępnymi danymi tylko w latach 1995-2012 liczba oficjalnie wniesionych pozwów o opróżnienie lokalu utrzymywała się na mniej więcej stałym poziomie, oscylując pomiędzy 31,2 a 41,2 tys. rocznie. W okresie od 1999-2000 polskie sądy odnotowały najwięcej spraw eksmisyjnych – ponad 40 tysięcy. Według szacunków około 600 tys. pozwów znalazło się w sądach od 1995 roku do dziś. Dotyczyło to przypuszczalnie około 1,8 miliona osób. Po wyroku, duża część lokatorów, wyprowadza się sama, jedynie pod presją sądu i procedury administracyjnej. Najbardziej oporni są wysiedlani przymusowo. W omawianym okresie komornicy wykonali ponad 130 tys. eksmisji, z czego w początkowej fazie około 70% z nich była wykonywana bez przydziału do lokalu socjalnego. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego dot. zakazu eksmisji na bruk, w dalszym ciągu około 40% wysiedleń było wykonywanych faktycznie na bruk, czyli do lokali tymczasowych: zdezelowanych hoteli robotniczych, starych baraków, opustoszałych magazynów. Liczba zatem wniesionych pozwów stanowi najbardziej użyteczne dane nt. wielkości tego zjawiska, gdyż same eksmisje, stanowią działanie ostateczne.

Nieewidencjonowane są natomiast dane dotyczące ilości osób wysiedlonych z pominięciem prawa lokatorskiego. Metody te stosują zarówno prywatni właściciele jak i nawet władze samorządowe. W tym drugim przypadku za przykład może posłużyć Wałbrzych, którego władze odcinały prąd i gaz mieszkańcom. Działanie to miało zmusić lokatorki bloków komunalnych do wyprowadzki. Prywatni właściciele i banki w całej Polsce skorzystali z tej lekcji i poszli śladami co bardziej nowatorskich władz lokalnych. Zaczął się rozwijać rynek usług związany ze skupem roszczeń czynszowych czy zawodowym nękaniem lokatorów. Zastraszani mieszkańcy wyprowadzają się, co odnotowuje się jako tzw. dobrowolne opuszczenie lokalu, choć realnie jest to po prostu wysiedlenie.

Bez prawa do lokalu socjalnego

Asymetria sił pojawia się już w sądzie. Często przeciwko lokatorowi występuje jednym rzędem prywatny właściciel i gmina. Władza lokalne korzystają z tzw. interwencji ubocznej. Podczas rozpraw sądowych o opróżnienie mieszkania, decyduje się często o przydziale bądź nie lokalu socjalnego. Gmina występuję tu w roli strony na prawach tzw. interwenienta ubocznego. Często bez zapoznania się z indywidualną sytuacją osoby czy rodziny, która na drodze sądowej stara się o przydział lokalu socjalnego, zostaje po prostu złożony wniosek by mieszkania tego nie przydzielać. Uzasadnieniem najczęściej to brak lokali socjalnych.  Czytamy wówczas w wyrokach sądów, że gmina lokali nie posiada, więc wnosi o ich nie zasądzanie.

Podejście to ilustruje też wypowiedz Jarosława Pucka, szefa poznańskiego Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, dla jednego z lokalnych tytułów prasowych: „Korzystamy z tego prawa od około 4 lat, bo nie mamy lokali socjalnych. Robimy tak przy prawie każdej eksmisji, w 99% przypadków stajemy po stronie właścicieli i wnosimy o nieprzyznawanie lokalu socjalnego”. „Pucek mówi  - jak pisze dalej gazeta -  że działanie to przynosi realne skutki – jeszcze kilka lat temu prawie przy każdej rozprawie sądy przyznawały prawo do lokalu socjalnego. W tej chwili jest tego dużo mniej”. Zapytany przy okazji innej debaty o skalę zapotrzebowania na mieszkania socjalne w Poznaniu, Pucek stwierdza „jest coraz lepiej, miasto przydziela coraz mniej lokali socjalnych”.

Rzeczywistość zdaje się być zgoła inna, zwłaszcza z perspektywy mieszkańców. Dla przykładu w Poznaniu Urząd Miasta ocenia niedobór mieszkań dla najniżej materialnie sytuowanych rodzin na około 2- 3 tysiące. Natomiast zgodnie z danymi szacunkowymi na które powołuje się Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów ta liczba jest o wiele wyższa i może sięgać nawet 10 tysięcy lokali. Oprócz około 2 tys. rodzin zagrożonych eksmisją i kilkuset osób oczekujących na przydział lokalu, pozostają jeszcze tysiące rodzin mieszkających w przepełnionych substandardowych mieszkaniach. Jednocześnie w Poznaniu wybudowano od połowy lat 90. do 2012 roku 832 mieszkania komunalne, co jest kroplą w morzu potrzeb, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt jednoczesnego skurczenia się gminnych zasobów mieszkaniowych o ok. 12 tysięcy lokali. Bezpośrednią konsekwencją tak prowadzonej polityki miejskiej są kolejne wybuchające konflikty lokatorskie, wzrost czynszów i masowe wysiedlenia.

Kto wysiedla?

Głównymi podmiotami odpowiedzialnymi za wysiedlenia są banki, władze lokalne oraz prywatni właściciele. W Poznaniu kamienica przy ulicy Piaskowej była pierwszym przypadkiem ujawnienia procederu wykupu nieruchomości przez spółki córki powiązane z NeoBankiem. Opór mieszkańców i zainteresowanie mediów ujawniło skalę zjawiska. Do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zaczęły się zgłaszać inni poszkodowani lokatorzy. Już po kilku miesiącach okazało się, że w podobny sposób wysiedlono w Poznaniu kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt kamienic na przestrzeni ostatnich 10 lat. Spekulacje nieruchomościami wytworzyły nowy rynek usług spółek zajmujących się czyszczeniem kamienic. Natomiast banki to finansują.

Kamienica znajdująca się na objętej programem rewitalizacji ulicy Taczaka w Poznaniu, stanowi kolejny przykład wysiedleń, tym razem przez władze lokalne. Budynek opustoszał w efekcie zwyżki czynszów i presji formalnej. Niektórzy z lokatorów mieszkali tam 40 lat. Jedna z kamienic została przejęta przez Urząd Marszałkowski, a lokatorzy otrzymali informację o wypowiedzeniu umów najmu. Ci, którzy mieli lepszą sytuację materialną wyprowadzili się. Zostali najniżej uposażeni: para emerytów i samotna starsza wdowa. Urzędnicy zamiast wsparcia prawnego wybrali inne metody – co jakiś czas dzwonią do lokatorów nakłaniając do dobrowolnego opuszczenia lokalu. Budowanie presji psychicznej, nakłanianie do wyprowadzki w tej sytuacji utożsamiane jest z nękaniem. Urząd Marszałkowski, jako jednostka samorządu terytorialnego chce uniknąć w ten sposób procesu eksmisyjnego, w wyniku którego emeryci mieliby szansę na przydział lokalu socjalnego.

Co dzieje się z wysiedlonymi?

Nikt w zasadzie nie zajmuje się badaniami na temat tego, jak radzą sobie ze wzrastającą ilością wysiedleń mieszkańcy miast. Z niektórych naszych poznańskich ustaleń wynika, że osoby z wyrokami eksmisyjnymi stanowią prawdopodobnie 1/3 mieszkańców lokali socjalnych. Część w odpowiedzi na wysiedlenia po prostu skotłuje mieszkania, najchętniej należące do gminy, ale bywa, że także lokale prywatne.

Niektórzy korzystają ze wsparcia rodziny, czy znajomych - wynajmując mieszkanie w kilka osób. Tu z kolei dane wydają się wskazywać, iż w przypadku najniżej uposażonych grup, rośnie zatłoczenie. W stolicy Wielkopolski ok. 55 tys. osób (ok. 10% ludności) mieszka w warunkach, gdzie na jedną osobę przypada mniej niż 10 metrów powierzchni użytkowej, przy średniej w Poznaniu 26 metrów kwadratowych, a w miastach europejskich 32 metry kwadratowe. 

Na przykładzie Poznania wiadomo też, że wzrasta liczba osób chcących skorzystać z niektórych noclegowni (dziś dysponują one ok. 1500 miejscami). Zgodnie z relacjami pracowników socjalnych, często przyczyną bezdomności jest eksmisja. Wreszcie inni, starzy i schorowani, trafiają do domów pomocy społecznej.

Podsumowanie: od demonstracji po skłotowanie

Formy oporu przed brutalnymi wysiedleniami są zróżnicowane. Od okupacji urzędów miejskich, barykadowania kamienic, chroniąc się tym samym przed czyścicielami, budowania wspólnot walki po przejmowanie pustostanów. Oddolnie organizowana pomoc prawna, a także tworzenie koalicji mieszkańców np. ze środowiskami akademickimi i artystycznymi, pozwala pozyskiwać nowe dane, budować narzędzia krytyki niezbędnej do tworzenia alternatywnej narracji i wyjaśnień sytuacji.

W Poznaniu konflikty lokatorskie związane z ujawnieniem procederu „czyszczenia kamienic” stały się przyczynkiem do szerszej diagnozy sytuacji mieszkaniowej. Wiele budynków zostało wysiedlonych przez tzw. czyścicieli. Budynki te mogłyby pełnić funkcje lokali socjalnych, jednak duża część z nich nadal stoi pusta. Konsolidacja mieszkańców podczas organizacji pierwszej demonstracji lokatorskiej, która 20 marca 2012 roku przeszła ulicami Poznania ujawniła skalę tego zjawiska. Co kilkadziesiąt metrów uczestnicy marszu zatrzymywali się pod kolejną wysiedloną kamienicą. Trasa demonstracji wiodła jedną z najbardziej gentryfikowanych i dotkniętych wysiedleniami dzielnicy Poznania - Łazarza.

Opór bezpośredni to także zajmowanie pustych lokali, często motywowane przymusem ekonomicznym. Wyniki badań przeprowadzonych przez grupę badaczy i badaczek związanych z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów na dwóch osiedlach socjalnych w Poznaniu wskazują, że 1/3 mieszkańców trafiła na osiedle z powodu eksmisji, natomiast co dziesiąty lokator mieszkanie zaskłotował. Najczęściej były to wielodzietne rodziny. Tego typu badania, skupione na wysiedleniach i współtworzone wraz z mieszkańcami ukazują w jaki sposób i ile ludzi jest zmuszonych do zajmowania pustostanów, by zapewnić sobie dach nad głową.

Tym nie mniej neoliberalne projekty są nadal ochoczo wdrażane, przy jednoczesnym procesie reform społecznych mających na celu deregulację i zastąpienie systemu opiekuńczego (welfere) systemem zmuszającym do pracy (workfare). Banki nadal dokonują systematycznie masowych przejęć nieruchomości. Nierzadko miejskie programy rewitalizacji, w które wpisuje się tez wiele „nowych ruchów miejskich”, sprzyjają spekulacjom cenowym i ostatecznie wysiedleniom.  Pojawiają się nie tylko śmieciowe umowy o pracę, ale śmieciowe umowy najmu. Stały się one „śmieciowe” przez brak gwarancji stabilności mieszkaniowej. Jak pokazują opisane przykłady, ochrona praw lokatorskich praktycznie nie istnieje, a kolejne grupy są pozbawiane dachu nad głową, a zatem „prawa do miasta”. Mieszkania komunalne zdawały się stanowić bardziej stabilne umowy najmu. Jednak prywatyzowane są resztki zasobów komunalnych, co destabilizuje warunki mieszkaniowe. Przybywa więc eksmisji i ludzi realnie bezdomnych, choć niekoniecznie tak ujmowanych w miejskich statystykach.

Koszty śmieciowych umów, zarówno lokatorskich i pracowniczych, ponoszą przeciętnie i  najniżej uposażeni, zwłaszcza kobiety, samodzielne matki, osoby starsze, ubogie – to one od lat zajmują pustostany. Całymi rodzinami, bez nazywania swoich działań „projektem miejskim”, odpowiadają w ten sposób na kryzys miast i rosnącą skalę nielegalnych wysiedleń. Temat wysiedleń powinien być w centrum debaty „miejskiej”, a co najmniej nie powinien być w niej pomijany. W innym przypadku tzw. nowe ruchy miejskie i hasło „prawo do miasta” to tylko pusty slogan, użyteczny w budowaniu tożsamości przede wszystkim klasy kreatywnej i programów wyborczych rządzących.

                                                                     Tekst ukazał się pierwotnie na łamach Le Monde Diplomatique – edycja polska

Opublikowano w Publicystyka
czwartek, 04 wrzesień 2014 06:10

Próba eksmisji mieszkańców altanek

Tydzień temu do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zgłosili się mieszkańcy altan działkowych na poznańskim Chartowie. Obszar, będący starymi ogródkami działkowymi zamieszkuje około 10 osób. Poprzedni użytkownicy przekazali obecnym lokatorom swoje działki kilka lat temu. Jak się okazało cały teren jest własnością Zgromadzenia Sióstr Urszulanek oraz prywatnej osoby.

Na zlecenie właścicieli została wynajęta firma, której pracownicy chcieli nielegalnie wysiedlić dotychczasowych mieszkańców, rozbierając altany. Dopiero po interwencji WSL oraz mediów przedstawicie filmy rozbiórkowej postanowili nie wyburzać altan zamieszkałych przez ludzi. Mieszkańcy działek, to głównie osoby po eksmisji.

Jako WSL zapewnimy lokatorom pomoc prawną. Jakakolwiek próba wysiedlenia będzie działaniem nielegalnym, na wzór „czyścicieli kamienic”. Jedyną osobą, która może dokonać eksmisji (czego oczywiście politycznie nie akceptujemy) jest komornik. Osoby zamieszkujące na ww terenie są pełnoprawnymi lokatorami.

Czytaj również artykuł na poznan.gazeta.pl

Opublikowano w Informacje

Czy w mieszkaniach socjalnych w Poznaniu powinien być gaz i łazienka? A jeśli ich nie ma, to czy najbiedniejsi mieszkańcy powinni podnosić standard lokali socjalnych na własny koszt?

[...]
Co powinno znajdować się w mieszkaniu socjalnym? Prawo tego nie precyzuje. Mówi jedynie, że lokal musi "nadawać się do zamieszkania ze względu na wyposażenie i stan techniczny", a powierzchnia pokoju na jedną osobę nie może być mniejsza niż 5 m kw. Dopuszcza też tworzenie mieszkań socjalnych w lokalach o tzw. obniżonym standardzie. Nie ma jednak definicji obniżonego standardu. Wśród prawników przeważają opinie, że oznacza to zgodę na brak w mieszkaniu centralnego ogrzewania, gazu, łazienki czy toalety

Cały tekst na poznan.gazeta.pl
Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 02 czerwiec 2014 05:33

O prawo do mieszkań socjalnych i komunalnych

Mieszkańcy kamienicy przy ulicy Taczaka 8 zwrócili się do miasta o przydział lokalu komunalnego. W tym celu udali się do Wydziału Spraw Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej znajdującego się przy ul. 3. Maja w Poznaniu. Jednak pracownica urzędu nie spojrzała nawet na wniosek i odmówiła jego przyjęcia. Choć takie działanie jest niezgodne z prawem, zdarza się nagminnie.

Kamienica przy Taczaka 8 jest własnością Urzędu Marszałkowskiego. Opustoszała w efekcie podwyżek czynszów oraz presji formalnej wywieranej na mieszkańców. Sytuacja ta systematycznie zmuszała starych lokatorów do wyprowadzki, a niektórzy z nich mieszkali tam od ponad 40 lat. Spośród ośmiu rodzin pozostały tylko trzy osoby: małżeństwo emerytów oraz samotna wdowa w podeszłym wieku. To właśnie oni zwrócili się o przydziały mieszkań komunalnych do miasta i zostali odprawieni nawet bez przysłowiowego kwitka.

Z drugiej strony Urząd Marszałkowski chce uniknąć procesu eksmisyjnego, w wyniku którego zaistniałaby szansa dla lokatorów na przydział lokalu socjalnego. Zamiast tego naciska uporczywie na mieszkańców, by sami się wynieśli ze swoich mieszkań. Bez rozprawy. Nakłanianie do wyprowadzki w tej sytuacji nie można nazwać inaczej jak próbami nękania lokatorów.

W tym, jak i w wielu innych przypadkach, naturalne wydaje się zwrócenie się do instytucji miejskich o przydział mieszkania komunalnego, czy socjalnego. Jednak Urząd Miasta stara się ograniczać ilość wpływających do niego wniosków, celowo zaniżając rzeczywistą wielkość zapotrzebowania na lokale socjalne i komunalne w Poznaniu.

Jako WSL domagamy się:

  1. Przyjmowania wszystkich składanych w Wydziale Spraw Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej wniosków o przyznanie mieszkania socjalnego lub komunalnego i ustosunkowywanie się do nich na piśmie, w drodze ogólno przyjętej procedury administracyjnej.
  2. Domagamy się, aby odpowiednia komisja przyznająca mieszkania socjalne zbierała się częściej niż raz do roku. Dotychczasowy tryb przyznawania mieszkań socjalnych, które niekiedy potrzebne są w trybie interwencyjnym, powoduje, że wielu potrzebujących lokatorów, miesiącami pozostaje bez nadziei na jakąkolwiek pomoc, czy choćby ustosunkowanie się do podania o przydział. Podania takie powinny być rozpatrywane na bieżąco.
  3. Domagamy się zmiany zasad przyznawania mieszkań socjalnych i komunalnych. Są one do tej pory zbyt restrykcyjne. Istnieje wiele rodzi, które z jednej strony mają za mało środków, aby wynająć mieszkanie na wolnym rynku, ale nie kwalifikują się do otrzymania mieszkania komunalnego czy socjalnego.

 

 

Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

Opublikowano w Informacje

"59-letni lokator miał trafić do kontenera, bo urzędnicy uznali, że jest trudnym lokatorem. Jak to ustalili? Zajrzeli przez okno.

Gdy planowano osiedle kontenerów w Poznaniu, urzędnicy zarzekali się, że będą tam trafiali wyłącznie lokatorzy uciążliwi dla sąsiadów i demolujący mieszkania. Przykład Jana Portały pokazuje, że rzeczywistość wygląda inaczej niż te zapowiedzi.

 

Cały artykuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl

 

 

 

 

Opublikowano w Informacje
niedziela, 27 kwiecień 2014 05:36

Zablokowana eksmisja na Matejki

24.04. działacze i działaczki Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zapobiegli nielegalnej eksmisji z lokalu prywatnego znajdującego się przy ul. Matejki 6. Kamienica jest własnością kamienicznika znanego przez wielu lokatorów ze stosowania takich metod jak odcinanie mediów, zastraszanie oraz omijanie przepisów prawa lokatorskiego. Jest to już kolejna interwencja WSL związana z metodami, jakie on stosuje.

O godzinie 9 rano oficjalnie wyznaczona została eksmisja jednego lokatora - starszego mężczyzny zamieszkałego przy ul. Matejki. Mężczyzna zgodnie z wyrokiem sądu otrzymał prawo do lokalu socjalnego. Miasto zaoferowało mu lokal socjalny w postaci kontenera. Lokator nie ustosunkował się do tej oferty w wyznaczonym terminie. W związku z tym, pomimo wyroku sądu został pozbawiony w ogóle mieszkania socjalnego. Natomiast tymczasowo został mu zaoferowany przez ZKZL płatny nocleg w hotelu robotniczym na obrzeżach Poznania – przy ul. Torowej.

Nieoficjalnie, a naszym, zdaniem zgodnie z planem kamienicznika, miało również dojść do nielegalnego wysiedlenia kolejnej lokatorki zamieszkującej ten sam lokal. Bez rozprawy eksmisyjnej oraz wyroku sądu. Komornik, od dawna współpracujący z właścicielem kamienicy, był przygotowany do przeprowadzenia eksmisji. Początkowo, pomimo braku stosownego nakazu sądowego umożliwiającego eksmisję lokatorki oraz uzyskania z Urzędu Miasta Poznań potwierdzenia, że lokatorka posiada zameldowanie, upierał się przy swoim. Dopiero obecność mediów i działaczy WLS spowodowała, że komornik odstąpił od działań.

Sprawą teraz będą się zajmować prawnicy współpracujący z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów.

Na przykładzie dzisiejszej interwencji ukazuje się obraz dwóch mechanizmów stosowanych wobec lokatorów. Kamienicznicy wykorzystując niewiedzę lokatorów, próbują dokonywać bez żadnego umocowania prawnego eksmisję z lokali.  W szerszym kontekście polityki miasta widzimy współpracę ZKZL z prywatnymi właścicielami zamiast z lokatorami. Jest to kolejna sytuacja, w której lokatorzy zamieszkujący prywatne kamienice, a posiadający prawomocny wyrok sądu o przydziale do mieszkania socjalnego, są kierowani do kontenerów! Pomimo że nie są w żadnej mierze tzw. trudnymi lokatorami. Wcześniej przedstawiciele ZKZL obiecywali, iż z założenia kontenery nie miały pełnić funkcji mieszkań socjalnych.

Działania te obliczone są na szybkie obejście wyroków sądowym, które miasto teoretycznie jest zobowiązane realizować – kierując eksmitowanych do lokali socjalnych. Jednak przy obecnej sytuacji realne zapotrzebowanie na mieszkania socjalne znacznie przewyższa ilość będąca, w posiadaniu samorządu. Lokatorami bezprawnie wyrzucanymi na bruk w wyniku odmowy przyjęcia kontenerów - skazanymi są na hotel robotniczy lub bezdomność.

Sprawa ta będzie cały czas monitorowana przez działaczy i prawników WSL.

 

Opublikowano w Informacje
wtorek, 29 październik 2013 14:00

Nie chodzi o dług, chodzi o mieszkanie.

W dniu 30 października o godz. 9.00. w lokalu przy ulicy Marcelińskiej planowana jest eksmisja pani Ireny Świentuchowskiej. Pani Irena jest lokatorką mieszkania administrowanego przez Wojskową Agencję Mieszkaniową (WAM). W wyniku zadłużenia, wyrokiem sądu, straciła prawo do lokalu. Wyrok eksmisji jest prawomocny, lecz zapadł w trybie zaocznym, pod nieobecność lokatorki, która była wówczas nerwowo chora i odbywała leczenie. Jej stan zdrowia nie pozwolił na właściwą kontrolę swoich spraw osobistych.

Irena Świentuchowska po raz kolejny w dniu 28 października chciała „od ręki” spłacić całość zadłużenia wynoszącego obecnie 8,5 tys. złotych, ale dyrektor WAM nie zgodził się na powstrzymanie eksmisji lokatorki do pomieszczenia tymczasowego (prawdopodobnie hotelu robotniczego). Dyrektor na spotkaniu z lokatorką i przedstawicielami Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów tłumaczył, że w regionie na mieszkania czeka ponad 900 rodzin wojskowych. Nie jest to – jak stwierdził – problem pieniędzy i zadłużenia. Wojsko - jak z tego wynika - bezwzględnie wykorzystuje każdą sytuację, kiedy lokator w wyniku różnych życiowych okoliczności, utraci prawo najmu, aby przejąć jego mieszkanie. Jak przyznał dyrektor WAM rocznie przeprowadza się kilkanaście eksmisji z zasobów poznańskiej Agencji. 

Irena Świentuchowska przedstawiła komornikowi zaświadczenie o swoim stanie zdrowia. Dwa tygodnie temu uległa ona wypadkowi i ma kontuzjowaną rękę, co uniemożliwia to jej sprawne funkcjonowanie m.in. samodzielne opuszczenie lokalu mieszkalnego (w sensie przeprowadzenia przeprowadzki). Po drugie, lekarzy ogólny wydał zaświadczenie, że eksmisja może źle wpłynąć na stan zdrowia psychicznego lokatorski. Zgodnie z par. 151 ust. 2 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 9 marca 1968 roku w sprawie czynności komorników: „W razie choroby dłużnika (…) komornik wezwie lekarza celem stwierdzenia, czy wykonanie eksmisji może się odbyć bez oczywistej szkody dla stanu zdrowia chorego, i postąpi stosownie do okoliczności”.

Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów i Irena Świentuchowska deklarują natychmiastową spłatę zadłużenia i wnoszą od odstąpienie od eksmisji. Lokatorka zamierza wystąpić do Ministra Obrony Narodowej z prośbą o ponowne nawiązanie z nią umowy najmu tak, aby mogła dalej mieszkać w lokalu przy ul. Marcelińskiej. Nie wykluczone byłoby też wystąpienie do sądu o przywrócenie terminu i ponowne rozpatrzenie jej sprawy. Ze względu na stan zdrowia należałoby się jej mieszkanie socjalne. Jednak eksmisja w zasadzie przekreśla te możliwości. Dodatkowo w wyniku jej przeprowadzenia dług lokatorki powiększy się o blisko 5 tys. złotych.

 

Czytaj również artykuł Chciała spłacić dług, ale "jest już za późno".

 

 
Opublikowano w Informacje