Od wiosny 2014 tereny części ogródków działkowych im. 23 Lutego (przy ulicach Lechickiej/Umultowskiej) są zamieszkane przez społeczność Romów pochodzenia rumuńskiego. Na działkach przebywa kilkadziesiąt osób, z czego 1/3 stanowią dzieci.
Ogródki działkowe należące do Polskiego Związku Działkowców zostały w 2005 przejęte przez prywatnego właściciela. Od momentu prywatyzacji działkowcy zostali pozbawieni możliwości użytkowania tego terenu, natomiast około 50 altan działkowych zamieniło się w niszczejące pustostany.

30 marca 2014 roku miała miejsce blokada eksmisji rodzin romskich zamieszkujących pustostan przy ul. Krauthofera w Poznaniu. W efekcie blokady eksmisji oraz nagłośnienia medialnego odbyło się spotkanie konsula Rumunii wraz z urzędnikami miejskimi i Romami. Następnie, odbyło się również zamknięte spotkanie w Urzędzie Miasta na temat imigrantów romskich przebywających w Poznaniu. Nie podjęto żadnych rozwiązań, które umożliwiłyby imigrantom romskim korzystanie z podstawowych praw na terenie Polski.

W efekcie nacisków ze strony prywatnego właściciela terenu, przy równoczesnym ignorowaniu problemu imigrantów przez władze miasta oraz Urząd Wojewódzki i Rzecznika ds. Mniejszości Narodowych, Romowie, by zapewnić sobie dach nad głową, byli zmuszeni zająć następny pustostan. Aktualnie już ponad rok przebywają na terenach ww. byłych ogródków działkowych.

Kilka dni temu na terenie działek pojawił się przedstawiciel właściciela, który zapowiedział wysiedlenie koczowiska oraz wyburzenie wszystkich altan działkowych. Deklarował przy tym, że posiada odpowiednie zezwolenia od właściciela terenu oraz przedstawicieli władz miejskich.

Przedstawiciele społeczności romskiej, zaspokajający swoje potrzeby mieszkaniowe na terenie byłych ogródków działkowych, nie mogą być eksmitowani bez procesu sądowego. Ich obecna sytuacja jest konsekwencją zaniechań i braku systemowego działania w związku z „kryzysem” jaki wybuch wokół wysiedlenia przy ulicy Krauthoffera. Chociaż w wyniku tamtej sytuacji władze wiedziały o problemie, nie uczyniono nic, aby na trwałe go rozwiązać. Powodem tego stanu rzeczy są uprzedzenia wobec Romów, zwłaszcza imigrantów romskich o niskim statusie materialnym, pochodzących z Rumunii.

Podejmowane przez Romów próby zarejestrowania pobytu przez lata nie powiodły się – urzędnicy odsyłali ich od drzwi do drzwi. Podstawową potrzebą rodzin romskich jest zapewnienie im dachu nad głową. W związku z trudną sytuacją mniejszości Romy rumuńskiej zamieszkującej Poznań wyrażamy swój głęboki sprzeciw wobec polityki władz miasta i braku reakcji na kolejny konflikt, jaki od 2012 roku wybucha wokół dramatycznie trudnej sytuacji tej grupy imigrantów. Legitymizuje i akceptuje się praktyki represji i rasizmu instytucjonalnego skierowanego przeciwko tej grupie, której wielu członków urodziło się i dorastało na terenie Poznania – większość romskich dzieci to poznaniacy.

Zapowiadamy protesty i ewentualne blokowanie nielegalnego wysiedlenia koczowiska.

                                      Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

Opublikowano w Informacje
piątek, 06 marzec 2015 06:51

Miasto nie chce pomóc lokatorom

Grupa działaczy i działaczek Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i Federacji Anarchistycznej s. Poznań udała się z interwencją do prezydenta Jaśkowiaka. Chodziło o wyłączenie ogrzewania i ciepłej wody oraz próbę eksmisji wieloosobowej rodziny.

W wyniku choroby lokatorzy utracili możliwość opłacania całego czynszu (systematycznie uiszczano opłaty eksploatacyjne). Widząc pogarszającą się sytuację zwrócono się w zeszłym roku do miasta z wnioskiem o mieszkanie socjalne. Urząd Miasta nie przyznał lokalu i kazał wniosek ponowić w tym roku. Wczoraj, pod presją gróźb administracji domu i po wyłączeniu ogrzewania,  lokatorka zadzwoniła do urzędu z prośbą o pomoc, a jego przedstawiciel odesłał ją do WSL. To trzeci taki przypadek w ciągu ostatniego tygodnia. Miasto jednak uparcie twierdzi, że Biuro Interwencji Lokatorskiej nie jest potrzebne. Dzisiejsza sytuacja dowodzi, że jest przeciwnie.

W związku z tym WSL wydało oświadczenie następującej treści: ”Każdego miesiąca Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów przyjmuje dziesiątki interwencji. Dotyczą one zarówno pojedynczych rodzin, jak też grup lokatorów i całych kamienic. Sprawy są różne: od niesprawiedliwych i bezprawnych podwyżek czynszów, przez nękanie i odłączenie mediów, po nielegalne wysiedlenia. Najbardziej zdumiewający jest fakt, iż trafiają do WSL osoby, które wcześniej zwróciły się o pomoc do instytucji publicznych. Stamtąd zostały odesłane z kwitkiem do Stowarzyszenia.  Lokatorów przysyłają do nas policja, radni, urzędnicy z wydziałów i agend miejskich odpowiedzialnych za sprawy mieszkaniowe i socjalne. Nie zawsze wskutek cynicznego podejścia, ale także z wiarą i przekonaniem, że WSL jest faktycznie jedyną organizacją w Poznaniu, pomagającą lokatorom. Jest to tym bardziej kuriozalne, że dzisiejsze złe położenie wielu poznańskich lokatorów jest tyleż spowodowane rosnącymi roszczeniami właścicieli kamienic i działaniami spekulantów na rynku nieruchomości, co też wieloletnimi zaniedbaniami w miejskiej polityce mieszkaniowej. W efekcie wzrostów kosztów utrzymania, czynszów, opłat za media i jednocześnie braku mieszkań socjalnych, malejącej liczby dodatków mieszkaniowych, rosnącego zadłużenia czynszowego, tysiące lokatorów wpadło w pułapkę bez wyjścia. Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów domaga się rozwiązań systemowych — żądamy m.in.:
1.powołania socjalno-mieszkaniowego okrągłego stołu,
2.przyjęcia przez radę miasta strategii polityki mieszkaniowej na najbliższe lata,
3.zawieszenia eksmisji z zasobów komunalnych do czasu przyjęcia wymienionego w punkcie 2. dokumentu i uzgodnienia go ze stroną społeczną (pkt. 1.)
4.wprowadzenia rejestracji wszystkich mieszkańców zgłaszających zapotrzebowanie na lokale socjalne i komunalne (w dalszym ciągu lokatorzy są odsyłani bez przyjęcia podania z Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych),
5.powołania Biura Interwencji Lokatorskiej,
6.likwidacji osiedla kontenerowego przy ulicy Średzkiej,
7.odwołania urzędników odpowiedzialnych za dotychczasową politykę mieszkaniową."

Przedstawiciele administracji i właściciela (posiadającego w budynku także inne lokale), zagrozili nielegalną eksmisją w piątek dopołudnia. Jutro Urząd Miasta ma ponownie zająć się sprawą.

 

Czytaj również artykuł Kto ma pomagać lokatorom? Anarchiści?

Opublikowano w Informacje

Maciej Wudarski, znany społecznik, obecnie jeden z zastępców prezydenta Jaśkowiaka, procesuje się z... miastem Poznań. Jako współwłaściciel kamienicy znajdującej się na Jeżycach w tej chwili domaga się w sądzie ponad 30 tys. zł z tytułu niedostarczenia lokali socjalnych lokatorom z wyrokami eksmisyjnymi. W budynku dochodziło także do eksmisji na bruk.

Cały artykuł do przeczytania na gloswielkopolski.pl

Opublikowano w Informacje

We wtorek prezydent miasta powoł na stanowisko czwartego zastępcę prezydenta. Agnieszka Pachciarz będzie odpowiedzialna m. in. za politykę mieszkaniową. Tymczasem poznańskie elity apelują do Jacka Jaśkowiaka, by zlikwidował kontenerowe getto przy ul. Średzkiej.

Cały artykuł do przeczytania na głoswielkopolski.pl

Opublikowano w Informacje

Zamknięcia osiedla kontenerów socjalnych domaga się od prezydenta Poznania kilkudziesięciu artystów i naukowców. - Ten apel to prowokacja, mamy ważniejsze problemy na głowie - odpiera jednak szef ZKZL Jarosław Pucek.

Do kontenerów socjalnych mieli trafiać tzw. trudni lokatorzy, czyli od lat zalegający z czynszem i utrudniający życie sąsiadom. Ale to jedna strona medalu. Pracownicy pomocy społecznej pisali w raportach, że mieszkańcy blaszaków to osoby niepełnosprawne i ubogie, nieradzące sobie z prowadzeniem gospodarstwa domowego, niektórzy są chorzy psychicznie lub uzależnieni od alkoholu. W kontenerach mieli przejść terapię socjalną, która umożliwi im powrót do normalnych mieszkań. Jednak, jak pisaliśmy już rok temu, nic z tego programu nie wyszło, a mieszkańcy, z którymi nie pracowali żadni terapeuci, stają się coraz bardziej nieporadni.

Cały artyjuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl

Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 22 grudzień 2014 06:53

„Prawo do miasta” i neoliberalna polityka wysiedleń

Od jakiegoś czasu w centrum debaty publicznej coraz częściej słyszymy sformułowania tupu: „miejskie ruchy”, „miejscy aktywiści” „miejskie kongresy”, „miejskie tezy”… „działania”, „spotkania”, „debaty”...a nawet i „miejskie kampanie wyborcze”. Niestety w większości przypadków w tej modzie na „miejskość” wszelkie kwestie problematyczne dotyczące miast i ich mieszkańców sprowadzają się do galerii handlowych, zieleni, kultury i ewentualnie dróg rowerowych czy deweloperów. Nawet w debacie o czyścicielach kamienic, miejscy aktywiści nie podejmują tematu wysiedleń, zazwyczaj skupiając się tylko i wyłącznie na osądach moralnych zachowań właścicieli. Niczym ksiądz z ambony. W tak postrzeganej „miejskości” pomijana jest analiza kluczowych procesów dla miast i mieszkańców.

Podejmując próbę poszerzenia perspektywy, należy rozpocząć od wskazania, że ogólne zmiany jakie wystąpiły w Polsce w okresie potransformacji, drastycznie zmieniły w dłuższej perspektywie zarówno otoczenie ekonomiczne, w którym żyją mieszkańcy i działają ruchy społeczne, jak i środowisko polityczne, co wpływa na nowe formy oporu mieszkańców. Aby rozwijać potencjał hasła:„prawa do miasta”, jako zawołania użytecznego w działaniu społecznym, nie tylko w budowaniu „miejskiej klasy kreatywnej”, ale jak wskazywał D. Harvey - politycznego ideału, musimy najpierw zapytać o to, jakie zmiany są najbardziej kluczowe dla procesów miejskich? I jak one wpłynęły na trajektorię miejskiego oporu? W tym celu niezbędna jest analiza jednego z kluczowych problemów: wysiedleń. Kto za nimi stoi, jaka jest ich skala i co o nich wiemy?

Neoliberalna narracja a wysiedlenia

Neoliberalna polityka zarządzania miastem charakteryzuje się między innymi określoną narracją, której jednym z głównych celów jest utrzymywanie społecznych nastrojów w bezpiecznych ramach. Szczególnie w momentach kryzysowych, czyli wtedy, gdy mieszkańcy
coraz bardziej odczuwają negatywne skutki miejskich polityk – np. poprzez wzrost czynszów, eksmisje czy gentryfikację. Do uciszania krytyki i oporu jako skuteczne służy między innymi potransformacyjny dyskurs. Pojawił się zaraz po roku 1989 i jest nadal pielęgnowany. Dzieli on ludzi na ekonomicznie użytecznych i nieużytecznych. A co najważniejsze, tworzy w społecznej świadomości mit, zgodnie z którym gospodarka samo się reguluje, a kryzysy nie występują, lub są czymś wyjątkowym.

Stosownie do tych założeń ci, którym się nie udało, czyli ofiary negatywnych skutków projektu neoliberalnego, są sami sobie winni. Eksmitowani „pasożyci” czyhający na mieszkania socjalne, „nieodpowiedzialne” matki rodzące dzieci mimo ubóstwa, „leniwi” lokatorzy, niepłacący czynszu. Ich główny problem, to rzekome niedoststosowanie do transformacji.(1) Ocena i kategoryzowanie ludzi pod kątem przydatności stało się pewnego rodzaju społeczną oczywistością. Kolejnym elementem budowania dyskursu, a co za tym idzie łagodzenia społecznych nastrojów krytycznych i dewaluowania głosu oporu, jest brak powszechnej znajomości danych na temat realnych społecznych sutków neoliberalnych projektów. Wysiedlenia nie były jak dotąd tematem jakiejś szczególnej debaty publicznej, oprócz kilku nagłośnionych eksmisji czy „czyszczonych” kamienic. Jaka jest skala tego zjawiska? Ile wysiedlonych kamienic stoi aktualnie pustych? Te pytania powinny być w centrum uwagi użytecznej społecznie „debaty miejskiej”

Jeżeli nawet decydenci zdają sobie sprawę z tego, że problem brutalnych i niezgodnych z prawem wysiedleń istnieje i to na dużą skalę, zależy im na tym, by wiedza ta pozostała poza zainteresowaniem opinii publicznej. Mogłoby się bowiem okazać, że przy obecnej strategii władz, nie da się rozwiązać miejskich problemów w perspektywie następnych kilkudziesięciu lat, a sytuacja jest poza kontrolą.

Strategie wysiedleń – eksmisja i zastraszanie

Zgodnie z dostępnymi danymi tylko w latach 1995-2012 liczba oficjalnie wniesionych pozwów o opróżnienie lokalu utrzymywała się na mniej więcej stałym poziomie, oscylując pomiędzy 31,2 a 41,2 tys. rocznie. W okresie od 1999-2000 polskie sądy odnotowały najwięcej spraw eksmisyjnych – ponad 40 tysięcy. Według szacunków około 600 tys. pozwów znalazło się w sądach od 1995 roku do dziś. Dotyczyło to przypuszczalnie około 1,8 miliona osób. Po wyroku, duża część lokatorów, wyprowadza się sama, jedynie pod presją sądu i procedury administracyjnej. Najbardziej oporni są wysiedlani przymusowo. W omawianym okresie komornicy wykonali ponad 130 tys. eksmisji, z czego w początkowej fazie około 70% z nich była wykonywana bez przydziału do lokalu socjalnego. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego dot. zakazu eksmisji na bruk, w dalszym ciągu około 40% wysiedleń było wykonywanych faktycznie na bruk, czyli do lokali tymczasowych: zdezelowanych hoteli robotniczych, starych baraków, opustoszałych magazynów. Liczba zatem wniesionych pozwów stanowi najbardziej użyteczne dane nt. wielkości tego zjawiska, gdyż same eksmisje, stanowią działanie ostateczne.

Nieewidencjonowane są natomiast dane dotyczące ilości osób wysiedlonych z pominięciem prawa lokatorskiego. Metody te stosują zarówno prywatni właściciele jak i nawet władze samorządowe. W tym drugim przypadku za przykład może posłużyć Wałbrzych, którego władze odcinały prąd i gaz mieszkańcom. Działanie to miało zmusić lokatorki bloków komunalnych do wyprowadzki. Prywatni właściciele i banki w całej Polsce skorzystali z tej lekcji i poszli śladami co bardziej nowatorskich władz lokalnych. Zaczął się rozwijać rynek usług związany ze skupem roszczeń czynszowych czy zawodowym nękaniem lokatorów. Zastraszani mieszkańcy wyprowadzają się, co odnotowuje się jako tzw. dobrowolne opuszczenie lokalu, choć realnie jest to po prostu wysiedlenie.

Bez prawa do lokalu socjalnego

Asymetria sił pojawia się już w sądzie. Często przeciwko lokatorowi występuje jednym rzędem prywatny właściciel i gmina. Władza lokalne korzystają z tzw. interwencji ubocznej. Podczas rozpraw sądowych o opróżnienie mieszkania, decyduje się często o przydziale bądź nie lokalu socjalnego. Gmina występuję tu w roli strony na prawach tzw. interwenienta ubocznego. Często bez zapoznania się z indywidualną sytuacją osoby czy rodziny, która na drodze sądowej stara się o przydział lokalu socjalnego, zostaje po prostu złożony wniosek by mieszkania tego nie przydzielać. Uzasadnieniem najczęściej to brak lokali socjalnych.  Czytamy wówczas w wyrokach sądów, że gmina lokali nie posiada, więc wnosi o ich nie zasądzanie.

Podejście to ilustruje też wypowiedz Jarosława Pucka, szefa poznańskiego Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, dla jednego z lokalnych tytułów prasowych: „Korzystamy z tego prawa od około 4 lat, bo nie mamy lokali socjalnych. Robimy tak przy prawie każdej eksmisji, w 99% przypadków stajemy po stronie właścicieli i wnosimy o nieprzyznawanie lokalu socjalnego”. „Pucek mówi  - jak pisze dalej gazeta -  że działanie to przynosi realne skutki – jeszcze kilka lat temu prawie przy każdej rozprawie sądy przyznawały prawo do lokalu socjalnego. W tej chwili jest tego dużo mniej”. Zapytany przy okazji innej debaty o skalę zapotrzebowania na mieszkania socjalne w Poznaniu, Pucek stwierdza „jest coraz lepiej, miasto przydziela coraz mniej lokali socjalnych”.

Rzeczywistość zdaje się być zgoła inna, zwłaszcza z perspektywy mieszkańców. Dla przykładu w Poznaniu Urząd Miasta ocenia niedobór mieszkań dla najniżej materialnie sytuowanych rodzin na około 2- 3 tysiące. Natomiast zgodnie z danymi szacunkowymi na które powołuje się Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów ta liczba jest o wiele wyższa i może sięgać nawet 10 tysięcy lokali. Oprócz około 2 tys. rodzin zagrożonych eksmisją i kilkuset osób oczekujących na przydział lokalu, pozostają jeszcze tysiące rodzin mieszkających w przepełnionych substandardowych mieszkaniach. Jednocześnie w Poznaniu wybudowano od połowy lat 90. do 2012 roku 832 mieszkania komunalne, co jest kroplą w morzu potrzeb, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt jednoczesnego skurczenia się gminnych zasobów mieszkaniowych o ok. 12 tysięcy lokali. Bezpośrednią konsekwencją tak prowadzonej polityki miejskiej są kolejne wybuchające konflikty lokatorskie, wzrost czynszów i masowe wysiedlenia.

Kto wysiedla?

Głównymi podmiotami odpowiedzialnymi za wysiedlenia są banki, władze lokalne oraz prywatni właściciele. W Poznaniu kamienica przy ulicy Piaskowej była pierwszym przypadkiem ujawnienia procederu wykupu nieruchomości przez spółki córki powiązane z NeoBankiem. Opór mieszkańców i zainteresowanie mediów ujawniło skalę zjawiska. Do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zaczęły się zgłaszać inni poszkodowani lokatorzy. Już po kilku miesiącach okazało się, że w podobny sposób wysiedlono w Poznaniu kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt kamienic na przestrzeni ostatnich 10 lat. Spekulacje nieruchomościami wytworzyły nowy rynek usług spółek zajmujących się czyszczeniem kamienic. Natomiast banki to finansują.

Kamienica znajdująca się na objętej programem rewitalizacji ulicy Taczaka w Poznaniu, stanowi kolejny przykład wysiedleń, tym razem przez władze lokalne. Budynek opustoszał w efekcie zwyżki czynszów i presji formalnej. Niektórzy z lokatorów mieszkali tam 40 lat. Jedna z kamienic została przejęta przez Urząd Marszałkowski, a lokatorzy otrzymali informację o wypowiedzeniu umów najmu. Ci, którzy mieli lepszą sytuację materialną wyprowadzili się. Zostali najniżej uposażeni: para emerytów i samotna starsza wdowa. Urzędnicy zamiast wsparcia prawnego wybrali inne metody – co jakiś czas dzwonią do lokatorów nakłaniając do dobrowolnego opuszczenia lokalu. Budowanie presji psychicznej, nakłanianie do wyprowadzki w tej sytuacji utożsamiane jest z nękaniem. Urząd Marszałkowski, jako jednostka samorządu terytorialnego chce uniknąć w ten sposób procesu eksmisyjnego, w wyniku którego emeryci mieliby szansę na przydział lokalu socjalnego.

Co dzieje się z wysiedlonymi?

Nikt w zasadzie nie zajmuje się badaniami na temat tego, jak radzą sobie ze wzrastającą ilością wysiedleń mieszkańcy miast. Z niektórych naszych poznańskich ustaleń wynika, że osoby z wyrokami eksmisyjnymi stanowią prawdopodobnie 1/3 mieszkańców lokali socjalnych. Część w odpowiedzi na wysiedlenia po prostu skotłuje mieszkania, najchętniej należące do gminy, ale bywa, że także lokale prywatne.

Niektórzy korzystają ze wsparcia rodziny, czy znajomych - wynajmując mieszkanie w kilka osób. Tu z kolei dane wydają się wskazywać, iż w przypadku najniżej uposażonych grup, rośnie zatłoczenie. W stolicy Wielkopolski ok. 55 tys. osób (ok. 10% ludności) mieszka w warunkach, gdzie na jedną osobę przypada mniej niż 10 metrów powierzchni użytkowej, przy średniej w Poznaniu 26 metrów kwadratowych, a w miastach europejskich 32 metry kwadratowe. 

Na przykładzie Poznania wiadomo też, że wzrasta liczba osób chcących skorzystać z niektórych noclegowni (dziś dysponują one ok. 1500 miejscami). Zgodnie z relacjami pracowników socjalnych, często przyczyną bezdomności jest eksmisja. Wreszcie inni, starzy i schorowani, trafiają do domów pomocy społecznej.

Podsumowanie: od demonstracji po skłotowanie

Formy oporu przed brutalnymi wysiedleniami są zróżnicowane. Od okupacji urzędów miejskich, barykadowania kamienic, chroniąc się tym samym przed czyścicielami, budowania wspólnot walki po przejmowanie pustostanów. Oddolnie organizowana pomoc prawna, a także tworzenie koalicji mieszkańców np. ze środowiskami akademickimi i artystycznymi, pozwala pozyskiwać nowe dane, budować narzędzia krytyki niezbędnej do tworzenia alternatywnej narracji i wyjaśnień sytuacji.

W Poznaniu konflikty lokatorskie związane z ujawnieniem procederu „czyszczenia kamienic” stały się przyczynkiem do szerszej diagnozy sytuacji mieszkaniowej. Wiele budynków zostało wysiedlonych przez tzw. czyścicieli. Budynki te mogłyby pełnić funkcje lokali socjalnych, jednak duża część z nich nadal stoi pusta. Konsolidacja mieszkańców podczas organizacji pierwszej demonstracji lokatorskiej, która 20 marca 2012 roku przeszła ulicami Poznania ujawniła skalę tego zjawiska. Co kilkadziesiąt metrów uczestnicy marszu zatrzymywali się pod kolejną wysiedloną kamienicą. Trasa demonstracji wiodła jedną z najbardziej gentryfikowanych i dotkniętych wysiedleniami dzielnicy Poznania - Łazarza.

Opór bezpośredni to także zajmowanie pustych lokali, często motywowane przymusem ekonomicznym. Wyniki badań przeprowadzonych przez grupę badaczy i badaczek związanych z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów na dwóch osiedlach socjalnych w Poznaniu wskazują, że 1/3 mieszkańców trafiła na osiedle z powodu eksmisji, natomiast co dziesiąty lokator mieszkanie zaskłotował. Najczęściej były to wielodzietne rodziny. Tego typu badania, skupione na wysiedleniach i współtworzone wraz z mieszkańcami ukazują w jaki sposób i ile ludzi jest zmuszonych do zajmowania pustostanów, by zapewnić sobie dach nad głową.

Tym nie mniej neoliberalne projekty są nadal ochoczo wdrażane, przy jednoczesnym procesie reform społecznych mających na celu deregulację i zastąpienie systemu opiekuńczego (welfere) systemem zmuszającym do pracy (workfare). Banki nadal dokonują systematycznie masowych przejęć nieruchomości. Nierzadko miejskie programy rewitalizacji, w które wpisuje się tez wiele „nowych ruchów miejskich”, sprzyjają spekulacjom cenowym i ostatecznie wysiedleniom.  Pojawiają się nie tylko śmieciowe umowy o pracę, ale śmieciowe umowy najmu. Stały się one „śmieciowe” przez brak gwarancji stabilności mieszkaniowej. Jak pokazują opisane przykłady, ochrona praw lokatorskich praktycznie nie istnieje, a kolejne grupy są pozbawiane dachu nad głową, a zatem „prawa do miasta”. Mieszkania komunalne zdawały się stanowić bardziej stabilne umowy najmu. Jednak prywatyzowane są resztki zasobów komunalnych, co destabilizuje warunki mieszkaniowe. Przybywa więc eksmisji i ludzi realnie bezdomnych, choć niekoniecznie tak ujmowanych w miejskich statystykach.

Koszty śmieciowych umów, zarówno lokatorskich i pracowniczych, ponoszą przeciętnie i  najniżej uposażeni, zwłaszcza kobiety, samodzielne matki, osoby starsze, ubogie – to one od lat zajmują pustostany. Całymi rodzinami, bez nazywania swoich działań „projektem miejskim”, odpowiadają w ten sposób na kryzys miast i rosnącą skalę nielegalnych wysiedleń. Temat wysiedleń powinien być w centrum debaty „miejskiej”, a co najmniej nie powinien być w niej pomijany. W innym przypadku tzw. nowe ruchy miejskie i hasło „prawo do miasta” to tylko pusty slogan, użyteczny w budowaniu tożsamości przede wszystkim klasy kreatywnej i programów wyborczych rządzących.

                                                                     Tekst ukazał się pierwotnie na łamach Le Monde Diplomatique – edycja polska

Opublikowano w Publicystyka
czwartek, 04 wrzesień 2014 06:10

Próba eksmisji mieszkańców altanek

Tydzień temu do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zgłosili się mieszkańcy altan działkowych na poznańskim Chartowie. Obszar, będący starymi ogródkami działkowymi zamieszkuje około 10 osób. Poprzedni użytkownicy przekazali obecnym lokatorom swoje działki kilka lat temu. Jak się okazało cały teren jest własnością Zgromadzenia Sióstr Urszulanek oraz prywatnej osoby.

Na zlecenie właścicieli została wynajęta firma, której pracownicy chcieli nielegalnie wysiedlić dotychczasowych mieszkańców, rozbierając altany. Dopiero po interwencji WSL oraz mediów przedstawicie filmy rozbiórkowej postanowili nie wyburzać altan zamieszkałych przez ludzi. Mieszkańcy działek, to głównie osoby po eksmisji.

Jako WSL zapewnimy lokatorom pomoc prawną. Jakakolwiek próba wysiedlenia będzie działaniem nielegalnym, na wzór „czyścicieli kamienic”. Jedyną osobą, która może dokonać eksmisji (czego oczywiście politycznie nie akceptujemy) jest komornik. Osoby zamieszkujące na ww terenie są pełnoprawnymi lokatorami.

Czytaj również artykuł na poznan.gazeta.pl

Opublikowano w Informacje

Czy w mieszkaniach socjalnych w Poznaniu powinien być gaz i łazienka? A jeśli ich nie ma, to czy najbiedniejsi mieszkańcy powinni podnosić standard lokali socjalnych na własny koszt?

[...]
Co powinno znajdować się w mieszkaniu socjalnym? Prawo tego nie precyzuje. Mówi jedynie, że lokal musi "nadawać się do zamieszkania ze względu na wyposażenie i stan techniczny", a powierzchnia pokoju na jedną osobę nie może być mniejsza niż 5 m kw. Dopuszcza też tworzenie mieszkań socjalnych w lokalach o tzw. obniżonym standardzie. Nie ma jednak definicji obniżonego standardu. Wśród prawników przeważają opinie, że oznacza to zgodę na brak w mieszkaniu centralnego ogrzewania, gazu, łazienki czy toalety

Cały tekst na poznan.gazeta.pl
Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 02 czerwiec 2014 05:33

O prawo do mieszkań socjalnych i komunalnych

Mieszkańcy kamienicy przy ulicy Taczaka 8 zwrócili się do miasta o przydział lokalu komunalnego. W tym celu udali się do Wydziału Spraw Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej znajdującego się przy ul. 3. Maja w Poznaniu. Jednak pracownica urzędu nie spojrzała nawet na wniosek i odmówiła jego przyjęcia. Choć takie działanie jest niezgodne z prawem, zdarza się nagminnie.

Kamienica przy Taczaka 8 jest własnością Urzędu Marszałkowskiego. Opustoszała w efekcie podwyżek czynszów oraz presji formalnej wywieranej na mieszkańców. Sytuacja ta systematycznie zmuszała starych lokatorów do wyprowadzki, a niektórzy z nich mieszkali tam od ponad 40 lat. Spośród ośmiu rodzin pozostały tylko trzy osoby: małżeństwo emerytów oraz samotna wdowa w podeszłym wieku. To właśnie oni zwrócili się o przydziały mieszkań komunalnych do miasta i zostali odprawieni nawet bez przysłowiowego kwitka.

Z drugiej strony Urząd Marszałkowski chce uniknąć procesu eksmisyjnego, w wyniku którego zaistniałaby szansa dla lokatorów na przydział lokalu socjalnego. Zamiast tego naciska uporczywie na mieszkańców, by sami się wynieśli ze swoich mieszkań. Bez rozprawy. Nakłanianie do wyprowadzki w tej sytuacji nie można nazwać inaczej jak próbami nękania lokatorów.

W tym, jak i w wielu innych przypadkach, naturalne wydaje się zwrócenie się do instytucji miejskich o przydział mieszkania komunalnego, czy socjalnego. Jednak Urząd Miasta stara się ograniczać ilość wpływających do niego wniosków, celowo zaniżając rzeczywistą wielkość zapotrzebowania na lokale socjalne i komunalne w Poznaniu.

Jako WSL domagamy się:

  1. Przyjmowania wszystkich składanych w Wydziale Spraw Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej wniosków o przyznanie mieszkania socjalnego lub komunalnego i ustosunkowywanie się do nich na piśmie, w drodze ogólno przyjętej procedury administracyjnej.
  2. Domagamy się, aby odpowiednia komisja przyznająca mieszkania socjalne zbierała się częściej niż raz do roku. Dotychczasowy tryb przyznawania mieszkań socjalnych, które niekiedy potrzebne są w trybie interwencyjnym, powoduje, że wielu potrzebujących lokatorów, miesiącami pozostaje bez nadziei na jakąkolwiek pomoc, czy choćby ustosunkowanie się do podania o przydział. Podania takie powinny być rozpatrywane na bieżąco.
  3. Domagamy się zmiany zasad przyznawania mieszkań socjalnych i komunalnych. Są one do tej pory zbyt restrykcyjne. Istnieje wiele rodzi, które z jednej strony mają za mało środków, aby wynająć mieszkanie na wolnym rynku, ale nie kwalifikują się do otrzymania mieszkania komunalnego czy socjalnego.

 

 

Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

Opublikowano w Informacje

"59-letni lokator miał trafić do kontenera, bo urzędnicy uznali, że jest trudnym lokatorem. Jak to ustalili? Zajrzeli przez okno.

Gdy planowano osiedle kontenerów w Poznaniu, urzędnicy zarzekali się, że będą tam trafiali wyłącznie lokatorzy uciążliwi dla sąsiadów i demolujący mieszkania. Przykład Jana Portały pokazuje, że rzeczywistość wygląda inaczej niż te zapowiedzi.

 

Cały artykuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl

 

 

 

 

Opublikowano w Informacje