Grzegorz Liberkowski, jeden z właścicieli budynku przy ul. Stolarskiej, znów nie pojawił się na rozprawie "czyścicieli" kamienic. Gdy rano przyszła po niego policja, nie było go w mieszkaniu. - Zostanie aresztowany - postanowiła sędzia Magdalena Adamiec.

Opublikowano w Informacje

Minęło prawie dokładnie trzy i pół roku, od kiedy mieszkańcy i mieszkanki kamienicy przy ulicy Piaskowej razem z działaczami i działaczkami Federacji Anarchistycznej utworzyli Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów. Tyle czasu potrzeba było, aby elity polityczne w naszym mieście rozumiały, że kwestia mieszkaniowa jest jednym z priorytetowych problemów do rozwiązania przez samorząd.

Potrzebnych było dosłownie kilkadziesiąt pikiet, demonstracji ulicznych, happeningów, blokad, okupacji, a także klęski wyborczej dotychczasowego prezydenta Ryszarda Grobelnego, oraz zbliżającej się katastrofy Platformy Obywatelskiej, aby miasto zmieniło swój kurs. Przez ten czas ofiarami polityki mieszkaniowej padły tysiące rodzin, często nisko uposażonych, które nie mogły liczyć na wsparcie miasta. Ono bowiem broniło interesów deweloperów i spekulantów na rynku nieruchomości.

Oczywiście spór wokół kontenerów socjalnych, budowy mieszkań komunalnych, „czyścicieli kamienic” – ogólnie – wokół polityki mieszkaniowej, nie był jedyną przyczyną, która przesądziła o przegranej w ostatnich wyborach samorządowych Grobelnego. Śmiem jednak twierdzić, iż była jedną z głównych. Kiedy zatem nowy wiceprezydent miasta, Arkadiusz Stasica, wreszcie zadeklarował, że kontenery socjalne na Średzkiej zostaną zlikwidowane, a „czyściciele kamienic” nie będą w Poznaniu tolerowani, chciałbym wierzyć, iż wreszcie – po trzech i pół roku – poznański ruch lokatorski przeforsował pierwsze ze swoich postulatów.

Wcześniej odnosiliśmy sukces w szeregu potyczek. Doprowadziliśmy do sytuacji, kiedy wielu z „czyścicieli” musiało zaniechać swoich działań, niektórzy stanęli przed sądem, a inni wypłacili nękanym lokatorom konkretnej wielkości odszkodowania. WSL i Federacji Anarchistycznej udało się zablokować wiele eksmisji, na drodze prawnej, a tak trzeba było – blokując je fizycznie. Doprowadziliśmy do tego, że mieszkańcy odzyskiwali dostęp do odłączonego przez właścicieli kamienic prądu, wody, gazu. Pomogliśmy dziesiątkom lokatorom w ich staraniach o lokale socjalne i komunalne. Nie byłoby to możliwe bez determinacji uczestników i uczestniczek ruchu lokatorskiego. I tej determinacji mamy jeszcze dużo.

Można zapytać, czy wierzymy, że powoływanie nowego wiceprezydenta deklarującego poparcie dla sprawy lokatorskiej zmieni na trwałe politykę miasta? Czy nie są to czcze polityczne deklaracje? Osobiście sądzę, że nie. Nie dlatego, aby nagle wstąpiła we mnie wiara w polityków, której nigdy nie miałem, ale z powodu ogólnego politycznego trzęsienia ziemi. Dotychczasowym elitom władzy usuwa się grunt pod nogami. Powinno to ośmielić opozycję do działań, do większej presji. Musimy przeforsować zmiany, które są nieodzowne. Kiedy zaczęto wreszcie masowo odwoływać urzędników, poniósł się na krótko lament, że to źle, że potrzeba konkursów itd. A ja twierdzę, że odwołano ich za mało, że zmiany są zbyt wolne, a wielu członków zarządu – jak wiceprezydent Agnieszka Pachciarz – myśli po staremu, trzymając się kurczowo nie tylko neoliberalnej retoryki, ale też kierunków działania.

Jeżeli się jednak okaże, że deklarowanej zmiany w polityce mieszkaniowej nie będzie, uderzymy w obecne władze miasta ze zdwojoną siłą.

                                                                                                                                                                                                                                Jarosław Urbański

 

Artykuł ukazał sie pierwotnie na stronie rozbrat.org

Opublikowano w Publicystyka
piątek, 26 czerwiec 2015 05:55

"NeoBank. Płacą 20 tys. zł za milczenie"

"- Dostaniecie pieniądze, gdy wycofacie pozew przeciw NeoBankowi - słyszy prawniczka lokatorek nękanych przez "czyścicieli". Wkrótce do jej kancelarii trafia 20 tys. zł w gotówce.

Niespodziewanie prawniczkę lokatorek Agnieszkę Rybak-Starczak odwiedza w kancelarii poznański adwokat Jakub Relewicz. Proponuje zawarcie ugody: lokatorki dostaną pieniądze, jeśli wycofają pozew, a prawniczka podpisze oświadczenie. - Miałam się zobowiązać, że nigdy więcej nie wytoczę już procesu NeoBankowi - mówi nam Rybak-Starczak."

Cały artykuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl

 

 
Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 22 czerwiec 2015 16:26

Pikieta lokatorów i rozmowy z właścicielem kamienicy

Dziś przed siedzibą zarządcy kamienicy przy ul.Tylne Chwaliszewo 26, na ul.Czartoria 1 odbyła się kolejna już pikieta lokatorska

Podczas pikiety doszło do rozmowy między właścicielem kamienicy, przedstawicielką Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i przedstawicielkami mieszkańców (w kamienicy mieszka nadal siedem rodzin).

Zgodnie z planami właściciela kamienica ma być zburzona, a w jej miejsce najprawdopodobniej ma powstać luksusowy apartamentowiec. Podjęcie przez właściciela rozmów można uznać za wyraz dobrej woli do polubownego zakończenia konfliktu. W ich wyniku udało się uzyskać zapewnienie o pomocy w znalezieniu i ewentualnym remoncie innych lokali dla lokatorów. Nie udało się jednak uzyskać zapewnienia odnośnie do ponownego podłączenia wody do budynku.

Aquanet pozbawił lokatorów dostępu do wody powołując się na ich zadłużenie względem spółki. Wyjaśnijmy po raz kolejny, że powstało ono w wyniku braku zarządcy kamienicy i późniejszych jego zaniedbań, a nie złej woli lokatorów. Dostawca wody nie mogąc podpisać umowy z właścicielem, uniemożliwił lokatorom regulowanie tych płatności. Stali się więc oni ofiarami biurokratycznej patowej sytuacji.

Przedstawicielki mieszkańców informowały zebranych na pikiecie dziennikarzy, że są gotowe do wyprowadzki, jednak jak dotąd proponowane im lokale miały o około 50% wyższy czynsz, a nierzadko również nieuregulowany status prawny. Ten ostatni mógłby, skutkować przeprowadzą „z deszczu pod rynnę”, gdyż w niedługim czasie dany lokal czy budynek mógłby zostać wystawiony na sprzedaż, a lokatorzy byliby zagrożeni choćby gwałtownym podwyższeniem czynszu. Należy również pamiętać, że wskutek braku lokali mieszkalnych, każda przeprowadzka może wiązać się z koniecznością zapłacenia tzw. „odstępnego” lub koniecznością dokonania kosztownego remontu.

Od tego, jak rozwiązanie wszystkich tych problemów będzie widział gotowy do dialogu właściciel kamienicy na ul. Tylne Chwaliszewo 26, zależy czy uda się zakończyć trwający konflikt. Znamienne jest, że lokatorzy nie mogą w żaden sposób liczyć na pomoc miasta, które nie poczuwa się do odpowiedzialności, mimo że samo poprzez MPGM zarządzało przed dłuższy czas wspomnianą kamienicą. Jest to kolejny przykład na to, że władze nie dostrzegają powagi problemów lokatorskich, choć tak głośno mówiły o nich w trakcie kampanii wyborczej. Kampania się skończyła, za to urzędnicy miejscy są raczej gotowi do sięgania do kieszeni lokatorów zamiast to wdrażania konkretnych planów pomocowych.

 

Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 15 czerwiec 2015 17:09

Pikieta lokatorska - Aquanet

Kilkanaście osób z Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów i poznańskiej sekcji Federacji Anarchistycznej protestowało pod siedzibą miejskiej spółki wodociągowej Aquanet. Protest miał związek z sytuacją mieszkańców przy ulicy Tylne Chwaliszewo 26. Nie pierwszy już raz, zamiast liczyć się z interesem mieszkańców przedstawiciele Aquanetu, wsparli właściciela kamienicy, który utrudniając życie lokatorom, chce ich bezprawnie wyrzucić z budynku. Aquanet kolejny raz, analogicznie jak w przypadku walki lokatorów z ul.Stolarskiej, swoimi działaniami de facto wspiera proceder czyszczenia kamienic.

Protestujący przedstawiciele WSL składając dziś swój protest w siedzibie Aquanetu, liczą, że uda się wreszcie wymóc na spółce wodociągowej, większą dbałość o interes lokatorów, mieszkańców miasta. Wyłączając wodę, jedynie na wniosek właściciela, bez znajomości realnej sytuacji prawnej i podłoża konfliktu, przedstawiciele miejskiej spółki, opowiadając się tym samym po jednej ze stron, dziwnym trafem zawsze jest to strona właściciela, a nie lokatorów.

Jak napisali w swoim oświadczeniu protestujący „My, Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów i mieszkańcy czyszczonych kamienic, twierdzimy, że główny problem leży w systemowej współpracy władz miasta oraz miejskich spółek z czyścicielami, zamiast z mieszkańcami. Domagamy się zatem, aby Aquanet wywiązywał się ze swojego obowiązku dostarczania wody mieszkańcom kamienicy przy ul. Tylne Chwaliszewo 26, a zarząd miasta zajął się problemem kolejnego nielegalnego wysiedlenia.”

Pokojowy i spokojny protest, zakończył się po mnie więcej trzydziestu minutach, przez cały ten czas z bliżej nieznanych powodów, protestujących obserwowała i filmowała spora grupa policjantów. Na zakończenie pikiety zapowiedziano dalsze działania mające przeciwdziałać nielegalnemu czyszczeniu kamienicy przy ul.Tylne Chwaliszewo 26.

 

Opublikowano w Informacje

Do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zgłosili się mieszkańcy kolejnej czyszczonej kamienicy w Poznaniu. Lokatorzy ul. Tylne Chwaliszewo 26 już od kilku miesięcy na własną rękę walczą z właścicielem, który po przejęciu kamienicy rozpoczął proces wysiedleń. Wzrost czynszów, nakłanianie do opuszczenia lokalu (z pominięciem praw lokatorskich), w końcu szykany oraz brak dostępu mieszkańców do bieżącej wody – z tymi problemami lokatorzy kolejnej kamienicy walczą samotnie od kilku miesięcy.

Większość z nich, wskutek presji psychicznej i zmęczenia, zdążyła opuścić swoje mieszkania. Zostali ci, którzy ze względu na trudną sytuację ekonomiczną nie mają możliwości wynajęcia innego lokum na wolnym rynku. Są zmuszeni do codziennej, desperackiej walki o godne warunki – żyjąc bez dostępu do mediów, w ciągłej niepewności wynikającej z niezrozumiałej i nieuregulowanej sytuacji prawnej oraz ze świadomością zupełnego braku pomocy ze strony władz miasta czy innych do tego powołanych organów.

Sytuacja w tej kamienicy jest tylko kolejną ilustracją długotrwałego i narastającego kryzysu lokatorskiego w Poznaniu. Kryzys ten objawia się między innymi całkowitym przyzwoleniem władz miasta na działania czyścicieli kamienic. Nękanie, odcinanie wody, gazu, prądu, wymeldowywanie bez wiedzy lokatora, szantaż, dewastacja – to te metody są najczęściej stosowane przez kamieniczników. Mimo to nikt z tzw. czyścicieli nigdy, nawet w symboliczny sposób, nie doświadczył reperkusji ze strony władz miasta. Co więcej, po raz kolejny władze miasta oraz podlegające im spółki miejskie, w sytuacjach zaognionego konfliktu, współpracują z właścicielami, a nie z lokatorami. Tym samym przedkładając interes prywatny ponad dobro mieszkańców Poznania.

W przypadku mieszkańców kamienicy przy ul. Tylne Chwaliszewo 26 Aquanet odciął po prostu wodę lokatorom, na zamówienie właściciela kamienicy. Taka sytuacja miała miejsce np. 3 czerwca. Przedstawiciele Aquanet twierdzą, że mieszkańcy mogą wodę dostać na portierni w siedzibie miejskich wodociągów ul. Dolna Wilda 126. Samorządy mają obowiązek dostarczać wodę mieszkańcom, a sposób, w jaki Aquanet potraktował lokatorów z Chwaliszewa, jest skandalem! Przypomnijmy, że firma była już krytykowana w związku ze swoimi działaniami w przypadku konfliktu na ulicy Stolarskiej 2 i w innych przypadkach (np. ul Strusia). Odcinając wodę Aquanet przykłada rękę do czyszczenia kamienic i jest współodpowiedzialny za nielegalne wysiedlenie ludzi.

Wielu polityków twierdzi, że konieczne są zmiany w polskim prawie. My, Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów i mieszkańcy czyszczonych kamienic, twierdzimy, że główny problem leży w systemowej współpracy władz miasta oraz miejskich spółek z czyścicielami, zamiast z mieszkańcami. Domagamy się zatem, aby Aquanet wywiązywał się ze swojego obowiązku dostarczania wody mieszkańcom kamienicy przy ul. Tylne Chwaliszewo 26, a zarząd miasta zajął się problemem kolejnego nielegalnego wysiedlenia.

 

Opublikowano w Informacje

Rada adwokacka zbada, czy obrońca "czyścicieli" kamienic naruszył zasady etyki adwokackiej. Bo sam był prezesem spółki, która wynajmowała "czyścicieli".

Martyn był prezesem spółki Euro Impuls, która cztery lata temu, za pieniądze pożyczone w NeoBanku, kupiła kamienicę przy ul.Długiej w Poznaniu, a następnie wynajęła "czyścicieli".

Cały artykuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl


Opublikowano w Informacje

- Boimy się, że zostaniemy wyrzuceni - mówią mieszkańcy kamienicy na Jeżycach. Nowy właściciel podniósł czynsze i zaczął remont. Na klatce schodowej nie ma światła, a policja przyjeżdża uspokajać robotników pracujących po nocach.

W oficynie przy ul. Poznańskiej 5 mieszka 11 rodzin zakwaterowanych przez miasto. Jako ostatnia, przed rokiem, wprowadziła się Agnieszka Marciniak: - W umowie było zaznaczone, że kamienica ma nieuregulowany stan prawny, ale nikt nie mówił, że w każdej chwili może znaleźć się właściciel i budynek zostanie wydany. Gdyby ktoś mnie ostrzegł, nie wkładałabym oszczędności w remont mieszkania.

 Cały artykuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl
 
 
Opublikowano w Informacje

- Prokuratura zatrzymała się w połowie drogi. Jak to możliwe, że zleceniobiorcy są winni, a zleceniodawcy już nie? - mówiła wczoraj w sądzie adwokatka reprezentująca lokatorów, nękanych przez "czyścicieli" kamienic. Sąd nakazał prokuraturze wznowić śledztwo.

- Myśleli, że "czyściciele" to będą grzeczni chłopcy? To naiwność - mówiła wczoraj w poznańskim sądzie Agnieszka Rybak-Starczak, adwokatka, która reprezentuje lokatorów i zaskarżyła decyzję o umorzeniu śledztwa. - Prokuratura zatrzymała się w połowie drogi - oskarżała. - Jak to możliwe, że zleceniobiorcy są winni, a zleceniodawcy już nie? "Czyściciele" mieli pełnomocnictwa właścicieli kamienicy i byli z nimi w stałym kontakcie. Moje poczucie sprawiedliwości cierpi.

Cały artykuł do przeczytania na poznan.gazeta.pl
Opublikowano w Informacje
poniedziałek, 22 grudzień 2014 06:53

„Prawo do miasta” i neoliberalna polityka wysiedleń

Od jakiegoś czasu w centrum debaty publicznej coraz częściej słyszymy sformułowania tupu: „miejskie ruchy”, „miejscy aktywiści” „miejskie kongresy”, „miejskie tezy”… „działania”, „spotkania”, „debaty”...a nawet i „miejskie kampanie wyborcze”. Niestety w większości przypadków w tej modzie na „miejskość” wszelkie kwestie problematyczne dotyczące miast i ich mieszkańców sprowadzają się do galerii handlowych, zieleni, kultury i ewentualnie dróg rowerowych czy deweloperów. Nawet w debacie o czyścicielach kamienic, miejscy aktywiści nie podejmują tematu wysiedleń, zazwyczaj skupiając się tylko i wyłącznie na osądach moralnych zachowań właścicieli. Niczym ksiądz z ambony. W tak postrzeganej „miejskości” pomijana jest analiza kluczowych procesów dla miast i mieszkańców.

Podejmując próbę poszerzenia perspektywy, należy rozpocząć od wskazania, że ogólne zmiany jakie wystąpiły w Polsce w okresie potransformacji, drastycznie zmieniły w dłuższej perspektywie zarówno otoczenie ekonomiczne, w którym żyją mieszkańcy i działają ruchy społeczne, jak i środowisko polityczne, co wpływa na nowe formy oporu mieszkańców. Aby rozwijać potencjał hasła:„prawa do miasta”, jako zawołania użytecznego w działaniu społecznym, nie tylko w budowaniu „miejskiej klasy kreatywnej”, ale jak wskazywał D. Harvey - politycznego ideału, musimy najpierw zapytać o to, jakie zmiany są najbardziej kluczowe dla procesów miejskich? I jak one wpłynęły na trajektorię miejskiego oporu? W tym celu niezbędna jest analiza jednego z kluczowych problemów: wysiedleń. Kto za nimi stoi, jaka jest ich skala i co o nich wiemy?

Neoliberalna narracja a wysiedlenia

Neoliberalna polityka zarządzania miastem charakteryzuje się między innymi określoną narracją, której jednym z głównych celów jest utrzymywanie społecznych nastrojów w bezpiecznych ramach. Szczególnie w momentach kryzysowych, czyli wtedy, gdy mieszkańcy
coraz bardziej odczuwają negatywne skutki miejskich polityk – np. poprzez wzrost czynszów, eksmisje czy gentryfikację. Do uciszania krytyki i oporu jako skuteczne służy między innymi potransformacyjny dyskurs. Pojawił się zaraz po roku 1989 i jest nadal pielęgnowany. Dzieli on ludzi na ekonomicznie użytecznych i nieużytecznych. A co najważniejsze, tworzy w społecznej świadomości mit, zgodnie z którym gospodarka samo się reguluje, a kryzysy nie występują, lub są czymś wyjątkowym.

Stosownie do tych założeń ci, którym się nie udało, czyli ofiary negatywnych skutków projektu neoliberalnego, są sami sobie winni. Eksmitowani „pasożyci” czyhający na mieszkania socjalne, „nieodpowiedzialne” matki rodzące dzieci mimo ubóstwa, „leniwi” lokatorzy, niepłacący czynszu. Ich główny problem, to rzekome niedoststosowanie do transformacji.(1) Ocena i kategoryzowanie ludzi pod kątem przydatności stało się pewnego rodzaju społeczną oczywistością. Kolejnym elementem budowania dyskursu, a co za tym idzie łagodzenia społecznych nastrojów krytycznych i dewaluowania głosu oporu, jest brak powszechnej znajomości danych na temat realnych społecznych sutków neoliberalnych projektów. Wysiedlenia nie były jak dotąd tematem jakiejś szczególnej debaty publicznej, oprócz kilku nagłośnionych eksmisji czy „czyszczonych” kamienic. Jaka jest skala tego zjawiska? Ile wysiedlonych kamienic stoi aktualnie pustych? Te pytania powinny być w centrum uwagi użytecznej społecznie „debaty miejskiej”

Jeżeli nawet decydenci zdają sobie sprawę z tego, że problem brutalnych i niezgodnych z prawem wysiedleń istnieje i to na dużą skalę, zależy im na tym, by wiedza ta pozostała poza zainteresowaniem opinii publicznej. Mogłoby się bowiem okazać, że przy obecnej strategii władz, nie da się rozwiązać miejskich problemów w perspektywie następnych kilkudziesięciu lat, a sytuacja jest poza kontrolą.

Strategie wysiedleń – eksmisja i zastraszanie

Zgodnie z dostępnymi danymi tylko w latach 1995-2012 liczba oficjalnie wniesionych pozwów o opróżnienie lokalu utrzymywała się na mniej więcej stałym poziomie, oscylując pomiędzy 31,2 a 41,2 tys. rocznie. W okresie od 1999-2000 polskie sądy odnotowały najwięcej spraw eksmisyjnych – ponad 40 tysięcy. Według szacunków około 600 tys. pozwów znalazło się w sądach od 1995 roku do dziś. Dotyczyło to przypuszczalnie około 1,8 miliona osób. Po wyroku, duża część lokatorów, wyprowadza się sama, jedynie pod presją sądu i procedury administracyjnej. Najbardziej oporni są wysiedlani przymusowo. W omawianym okresie komornicy wykonali ponad 130 tys. eksmisji, z czego w początkowej fazie około 70% z nich była wykonywana bez przydziału do lokalu socjalnego. Po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego dot. zakazu eksmisji na bruk, w dalszym ciągu około 40% wysiedleń było wykonywanych faktycznie na bruk, czyli do lokali tymczasowych: zdezelowanych hoteli robotniczych, starych baraków, opustoszałych magazynów. Liczba zatem wniesionych pozwów stanowi najbardziej użyteczne dane nt. wielkości tego zjawiska, gdyż same eksmisje, stanowią działanie ostateczne.

Nieewidencjonowane są natomiast dane dotyczące ilości osób wysiedlonych z pominięciem prawa lokatorskiego. Metody te stosują zarówno prywatni właściciele jak i nawet władze samorządowe. W tym drugim przypadku za przykład może posłużyć Wałbrzych, którego władze odcinały prąd i gaz mieszkańcom. Działanie to miało zmusić lokatorki bloków komunalnych do wyprowadzki. Prywatni właściciele i banki w całej Polsce skorzystali z tej lekcji i poszli śladami co bardziej nowatorskich władz lokalnych. Zaczął się rozwijać rynek usług związany ze skupem roszczeń czynszowych czy zawodowym nękaniem lokatorów. Zastraszani mieszkańcy wyprowadzają się, co odnotowuje się jako tzw. dobrowolne opuszczenie lokalu, choć realnie jest to po prostu wysiedlenie.

Bez prawa do lokalu socjalnego

Asymetria sił pojawia się już w sądzie. Często przeciwko lokatorowi występuje jednym rzędem prywatny właściciel i gmina. Władza lokalne korzystają z tzw. interwencji ubocznej. Podczas rozpraw sądowych o opróżnienie mieszkania, decyduje się często o przydziale bądź nie lokalu socjalnego. Gmina występuję tu w roli strony na prawach tzw. interwenienta ubocznego. Często bez zapoznania się z indywidualną sytuacją osoby czy rodziny, która na drodze sądowej stara się o przydział lokalu socjalnego, zostaje po prostu złożony wniosek by mieszkania tego nie przydzielać. Uzasadnieniem najczęściej to brak lokali socjalnych.  Czytamy wówczas w wyrokach sądów, że gmina lokali nie posiada, więc wnosi o ich nie zasądzanie.

Podejście to ilustruje też wypowiedz Jarosława Pucka, szefa poznańskiego Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych, dla jednego z lokalnych tytułów prasowych: „Korzystamy z tego prawa od około 4 lat, bo nie mamy lokali socjalnych. Robimy tak przy prawie każdej eksmisji, w 99% przypadków stajemy po stronie właścicieli i wnosimy o nieprzyznawanie lokalu socjalnego”. „Pucek mówi  - jak pisze dalej gazeta -  że działanie to przynosi realne skutki – jeszcze kilka lat temu prawie przy każdej rozprawie sądy przyznawały prawo do lokalu socjalnego. W tej chwili jest tego dużo mniej”. Zapytany przy okazji innej debaty o skalę zapotrzebowania na mieszkania socjalne w Poznaniu, Pucek stwierdza „jest coraz lepiej, miasto przydziela coraz mniej lokali socjalnych”.

Rzeczywistość zdaje się być zgoła inna, zwłaszcza z perspektywy mieszkańców. Dla przykładu w Poznaniu Urząd Miasta ocenia niedobór mieszkań dla najniżej materialnie sytuowanych rodzin na około 2- 3 tysiące. Natomiast zgodnie z danymi szacunkowymi na które powołuje się Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów ta liczba jest o wiele wyższa i może sięgać nawet 10 tysięcy lokali. Oprócz około 2 tys. rodzin zagrożonych eksmisją i kilkuset osób oczekujących na przydział lokalu, pozostają jeszcze tysiące rodzin mieszkających w przepełnionych substandardowych mieszkaniach. Jednocześnie w Poznaniu wybudowano od połowy lat 90. do 2012 roku 832 mieszkania komunalne, co jest kroplą w morzu potrzeb, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt jednoczesnego skurczenia się gminnych zasobów mieszkaniowych o ok. 12 tysięcy lokali. Bezpośrednią konsekwencją tak prowadzonej polityki miejskiej są kolejne wybuchające konflikty lokatorskie, wzrost czynszów i masowe wysiedlenia.

Kto wysiedla?

Głównymi podmiotami odpowiedzialnymi za wysiedlenia są banki, władze lokalne oraz prywatni właściciele. W Poznaniu kamienica przy ulicy Piaskowej była pierwszym przypadkiem ujawnienia procederu wykupu nieruchomości przez spółki córki powiązane z NeoBankiem. Opór mieszkańców i zainteresowanie mediów ujawniło skalę zjawiska. Do Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów zaczęły się zgłaszać inni poszkodowani lokatorzy. Już po kilku miesiącach okazało się, że w podobny sposób wysiedlono w Poznaniu kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt kamienic na przestrzeni ostatnich 10 lat. Spekulacje nieruchomościami wytworzyły nowy rynek usług spółek zajmujących się czyszczeniem kamienic. Natomiast banki to finansują.

Kamienica znajdująca się na objętej programem rewitalizacji ulicy Taczaka w Poznaniu, stanowi kolejny przykład wysiedleń, tym razem przez władze lokalne. Budynek opustoszał w efekcie zwyżki czynszów i presji formalnej. Niektórzy z lokatorów mieszkali tam 40 lat. Jedna z kamienic została przejęta przez Urząd Marszałkowski, a lokatorzy otrzymali informację o wypowiedzeniu umów najmu. Ci, którzy mieli lepszą sytuację materialną wyprowadzili się. Zostali najniżej uposażeni: para emerytów i samotna starsza wdowa. Urzędnicy zamiast wsparcia prawnego wybrali inne metody – co jakiś czas dzwonią do lokatorów nakłaniając do dobrowolnego opuszczenia lokalu. Budowanie presji psychicznej, nakłanianie do wyprowadzki w tej sytuacji utożsamiane jest z nękaniem. Urząd Marszałkowski, jako jednostka samorządu terytorialnego chce uniknąć w ten sposób procesu eksmisyjnego, w wyniku którego emeryci mieliby szansę na przydział lokalu socjalnego.

Co dzieje się z wysiedlonymi?

Nikt w zasadzie nie zajmuje się badaniami na temat tego, jak radzą sobie ze wzrastającą ilością wysiedleń mieszkańcy miast. Z niektórych naszych poznańskich ustaleń wynika, że osoby z wyrokami eksmisyjnymi stanowią prawdopodobnie 1/3 mieszkańców lokali socjalnych. Część w odpowiedzi na wysiedlenia po prostu skotłuje mieszkania, najchętniej należące do gminy, ale bywa, że także lokale prywatne.

Niektórzy korzystają ze wsparcia rodziny, czy znajomych - wynajmując mieszkanie w kilka osób. Tu z kolei dane wydają się wskazywać, iż w przypadku najniżej uposażonych grup, rośnie zatłoczenie. W stolicy Wielkopolski ok. 55 tys. osób (ok. 10% ludności) mieszka w warunkach, gdzie na jedną osobę przypada mniej niż 10 metrów powierzchni użytkowej, przy średniej w Poznaniu 26 metrów kwadratowych, a w miastach europejskich 32 metry kwadratowe. 

Na przykładzie Poznania wiadomo też, że wzrasta liczba osób chcących skorzystać z niektórych noclegowni (dziś dysponują one ok. 1500 miejscami). Zgodnie z relacjami pracowników socjalnych, często przyczyną bezdomności jest eksmisja. Wreszcie inni, starzy i schorowani, trafiają do domów pomocy społecznej.

Podsumowanie: od demonstracji po skłotowanie

Formy oporu przed brutalnymi wysiedleniami są zróżnicowane. Od okupacji urzędów miejskich, barykadowania kamienic, chroniąc się tym samym przed czyścicielami, budowania wspólnot walki po przejmowanie pustostanów. Oddolnie organizowana pomoc prawna, a także tworzenie koalicji mieszkańców np. ze środowiskami akademickimi i artystycznymi, pozwala pozyskiwać nowe dane, budować narzędzia krytyki niezbędnej do tworzenia alternatywnej narracji i wyjaśnień sytuacji.

W Poznaniu konflikty lokatorskie związane z ujawnieniem procederu „czyszczenia kamienic” stały się przyczynkiem do szerszej diagnozy sytuacji mieszkaniowej. Wiele budynków zostało wysiedlonych przez tzw. czyścicieli. Budynki te mogłyby pełnić funkcje lokali socjalnych, jednak duża część z nich nadal stoi pusta. Konsolidacja mieszkańców podczas organizacji pierwszej demonstracji lokatorskiej, która 20 marca 2012 roku przeszła ulicami Poznania ujawniła skalę tego zjawiska. Co kilkadziesiąt metrów uczestnicy marszu zatrzymywali się pod kolejną wysiedloną kamienicą. Trasa demonstracji wiodła jedną z najbardziej gentryfikowanych i dotkniętych wysiedleniami dzielnicy Poznania - Łazarza.

Opór bezpośredni to także zajmowanie pustych lokali, często motywowane przymusem ekonomicznym. Wyniki badań przeprowadzonych przez grupę badaczy i badaczek związanych z Wielkopolskim Stowarzyszeniem Lokatorów na dwóch osiedlach socjalnych w Poznaniu wskazują, że 1/3 mieszkańców trafiła na osiedle z powodu eksmisji, natomiast co dziesiąty lokator mieszkanie zaskłotował. Najczęściej były to wielodzietne rodziny. Tego typu badania, skupione na wysiedleniach i współtworzone wraz z mieszkańcami ukazują w jaki sposób i ile ludzi jest zmuszonych do zajmowania pustostanów, by zapewnić sobie dach nad głową.

Tym nie mniej neoliberalne projekty są nadal ochoczo wdrażane, przy jednoczesnym procesie reform społecznych mających na celu deregulację i zastąpienie systemu opiekuńczego (welfere) systemem zmuszającym do pracy (workfare). Banki nadal dokonują systematycznie masowych przejęć nieruchomości. Nierzadko miejskie programy rewitalizacji, w które wpisuje się tez wiele „nowych ruchów miejskich”, sprzyjają spekulacjom cenowym i ostatecznie wysiedleniom.  Pojawiają się nie tylko śmieciowe umowy o pracę, ale śmieciowe umowy najmu. Stały się one „śmieciowe” przez brak gwarancji stabilności mieszkaniowej. Jak pokazują opisane przykłady, ochrona praw lokatorskich praktycznie nie istnieje, a kolejne grupy są pozbawiane dachu nad głową, a zatem „prawa do miasta”. Mieszkania komunalne zdawały się stanowić bardziej stabilne umowy najmu. Jednak prywatyzowane są resztki zasobów komunalnych, co destabilizuje warunki mieszkaniowe. Przybywa więc eksmisji i ludzi realnie bezdomnych, choć niekoniecznie tak ujmowanych w miejskich statystykach.

Koszty śmieciowych umów, zarówno lokatorskich i pracowniczych, ponoszą przeciętnie i  najniżej uposażeni, zwłaszcza kobiety, samodzielne matki, osoby starsze, ubogie – to one od lat zajmują pustostany. Całymi rodzinami, bez nazywania swoich działań „projektem miejskim”, odpowiadają w ten sposób na kryzys miast i rosnącą skalę nielegalnych wysiedleń. Temat wysiedleń powinien być w centrum debaty „miejskiej”, a co najmniej nie powinien być w niej pomijany. W innym przypadku tzw. nowe ruchy miejskie i hasło „prawo do miasta” to tylko pusty slogan, użyteczny w budowaniu tożsamości przede wszystkim klasy kreatywnej i programów wyborczych rządzących.

                                                                     Tekst ukazał się pierwotnie na łamach Le Monde Diplomatique – edycja polska

Opublikowano w Publicystyka