poniedziałek, 20 sierpień 2018 07:47

Próba nielegalnej eksmisji w Luboniu. Bo chcą sprzedać mieszkanie

Weekend … w Luboniu. Właściciele zgotowali lokatorce piekło. Najpierw włamali się do mieszkania, wymienili zamki i zabrali rzeczy, kolejnego dnia poturbowali ją i okradli ponownie. Wszystko na oczach 3-letniej córki lokatorki i przy współudziale policji.

Wstrząsające chwile przeżyła 24-letnia Katarzyna, która wraz z dzieckiem wynajmuje mieszkanie przy ulicy Konarzewskiego w Luboniu. Zaczęło się w piątek, kiedy właścicielka zażądała od lokatorki natychmiastowego wyprowadzenia się. Wykorzystując jej nieobecność, w asyście funkcjonariuszy weszła do mieszkania, wzięła jej dokumenty oraz sztućce. Wymieniła także zamki w drzwiach, aby wynajmująca nie mogła już wrócić do lokalu. Oznajmiła kobiecie, że rzeczy, które zostawiła w mieszkaniu, może odebrać następnego dnia. Właścicielka tłumaczyła policji, że lokatorka sama, dobrowolnie opuściła lokal, mimo że zostawiła w nim rzeczy osobiste i kilkumiesięcznego kota.

Wieczorem PKatarzyna wróciła do mieszkania, do którego nie mogła się już dostać. O swojej sytuacji powiadomiła Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów. Aktywiści wraz z lokatorką pojechali na komisariat policji w Luboniu w celu złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Funkcjonariusze jednak nie chcieli go przyjąć. Chwilę wcześniej asystowali właścicielce i nie dopatrzyli się łamania prawa, twierdząc, że „mieszkanie jest jej własnością, więc może w nim robić, co chce”. Nie pomogło przedstawienie przez lokatorkę ważnej umowy najmu. Dopiero, gdy aktywiści chcieli o sytuacji poinformować media i rzecznika prasowego policji, niechętnie przyjęto zgłoszenie.

Policjanci sprawiali wrażenie, jakby nie rozumieli, co się właściwie wydarzyło i że „asystowali” w przestępstwie.  Aktywiści WSL musieli zmierzyć się z ogromem niewiedzy funkcjonariuszy w zakresie obowiązującego prawa cywilnego i zapisów ustawy o ochronie praw lokatorów. W końcu dyżurny policjant zaproponował lokatorce, aby sama wymieniła sobie zamek w drzwiach. Kobieta skorzystała z rady  i przywróciła stan posiadania. Właścicielka została o tym fakcie poinformowana. Lokatorka z córką spędziły noc w mieszkaniu.

Rano koszmar rozpoczął się od nowa. Przekonana o swojej bezkarności właścicielka wdarła się podstępem do mieszkania wraz z towarzyszącym jej mężczyzną. Szarpali lokatorkę, obrzucali obelgami w obecności dziecka. Mężczyzna wymontował zamek, zabrali go wraz z kluczami. Lokatorka zawiadomiła WSL i policję. Funkcjonariusze po przyjeździe nie rozmawiali jednak z pokrzywdzoną, ale z właścicielką i odjechali nie podejmując interwencji. Nie chcieli także rozmawiać z aktywistami WSL. Wystarczyło im wyjaśnienie, że to lokatorka sama wymontowała zamek. Działacze WSL słyszeli jak policjanci instruowali właścicielkę, co zrobić by w mieszkaniu odciąć prąd i gaz.

Aktywistka WSL i przybyły na miejsce zdarzenia dziennikarz Gazety Wyborczej udali się na komendę w celu skłonienia policji do podjęcia działań. Funkcjonariusze tłumaczyli, że wszystko jest wyjaśnione i nie doszło do naruszenia prawa, bo lokatorka nic im nie zgłaszała. Jeden z policjantów stwierdził, że to wobec właścicieli mieszkania należy się wykazać empatią. W tym czasie do siedziby policji przybyła lokatorka w towarzystwie ekipy telewizyjnej. Dopiero wtedy zaproponowano kobiecie złożenie zeznań, co odbyło się w obecności działaczki WSL.

Nikt z funkcjonariuszy nie wykazał empatii wobec lokatrki i jej dziecka.

RB

Czytaj także: Kobieta samotnie wychowująca małe dziecko ma się wyprowadzić z lokalu, bo właściciele chcą go sprzedać (na epoznan.pl)