Fikcja tanich mieszkań

Opublikowany
17 lipiec 2014
Autor
Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów

Tanie w utrzymaniu mieszkania komunalne to nie żadna łaska od władz – są tak samo potrzebne nam, jak i niezbędne dla funkcjonowania tego państwa. Niski czynsz należy się ludziom zwłaszcza w mieście i kraju, które opierają swoją gospodarkę na niskich płacach i emeryturach. Nawet ludzie, którzy wykonują zawody kluczowe dla funkcjonowania państwa dostają często minimalną płacę, której niski poziom ustalają i utrzymują władze. Gdyby każdy listonosz, pracownica żłobka, sprzątaczka w biurze prezydenta, sekretarka prokuratury rejonowej, czy jakikolwiek inny warszawski pracownik najemny, który i która dostają na rękę poniżej 2000 zł mieli jeszcze płacić rynkowy czynsz (1600 zł) za kawalerkę, to stolica upadłaby w tydzień razem z tymi ciężko pracującymi ludźmi. Padłaby władza wykonawcza, prezydent utonęłaby we własnych śmieciach, a listy o windykacji długów przestałyby docierać do adresatów.

Szkopuł w tym, że warszawski ratusz igra z ogniem. Przez ostatnie 10 lat władze zlikwidowały 20 tys. mieszkań komunalnych i socjalnych[1], niszcząc społeczną alternatywę dla komercyjnego najmu na rynku. Polityka nastawiona na deregulację czynszów skazuje nas na coraz bardziej wytężoną pracę: według analiz rynkowych, Warszawiak na czynsz za przeciętne lokum na wolnym rynku pracuje 110 godzin, a mieszkaniec Wiednia – 44 godziny[2]. Fakt, że warszawski pracownik musi dziś tyrać niemal trzy razy dłużej niż wiedeński aby mieć dach nad głową, wynika wprost z tego, że warszawskie władze dysponują obecnie prawie 3 razy mniejszym zasobem komunalnym niż Wiedeń[3]. Efektem tego są drogie ceny najmu mieszkań na rynku, z których korzystać chce zapewne niejeden wysoko postawiony urzędnik ratusza, który dorobił się na reprywatyzacji lub inwestuje w mieszkania na wynajem.

Fałszywa obietnica ochrony przed wyzyskiem

Problemem nie jest jednak tylko stopniowa likwidacja mieszkań komunalnych. Ten zasób, który nam jeszcze pozostał, jest zarządzany w tragiczny sposób. Tanie mieszkanie w budynkach administrowanych przez gminę to fikcja. W oparciu o tę fikcję i na szkodę lokatorów i lokatorek ratusz buduje swoją politykę mieszkaniową. W 2018 roku lokatorzy 70 procent budynków gminy nie mają dostępu do sieci ciepłowniczej i muszą w większości przypadków korzystać z ogrzewania prądem (dużo droższego). Kolejne 75 procent nie ma centralnej ciepłej wody, musi więc korzystać z prądu do jej ogrzewania. To dużo gorsze warunki niż te, w których żyją lokatorzy i lokatorki mieszkań wynajmowanych na rynku – chociaż wysokość czynszu nie jest w nich z żaden sposób regulowana, to jednak mogą oni korzystać z publicznej sieci ciepłowniczej. Ogółem w stolicy 95,6%  mieszkań posiada centralne ogrzewanie.

Kwestia tego w jaki sposób mieszkanie jest ogrzewane jest natomiast kluczowa dla ustalenia realnej (a nie tylko nominalnej) wysokości czynsz – ponieważ ceny energii elektrycznej są średnio 3,5-krotnie wyższe niż centralnego ogrzewania[4], to ogrzewanie elektryczne oznacza drastyczny wzrost opłat za mieszkanie. Autorzy raportu GUS za 2015 rok podkreślają, że tylko „ w 1,9 proc. gospodarstw domowych energia elektryczna była nośnikiem podstawowym służącym do ogrzewania pomieszczeń, w 0,8% nośnikiem często używanym, a w 1,9% gospodarstw nośnikiem rzadko używanym w tym celu. (...)”. Tymczasem według danych warszawskiego ratusza, ogrzewanie prądem jest najczęstszą metodą zapewniania ciepła w lokalach miejskich pozbawionych systemu grzewczego – jest 5 razy częściej spotykane niż ogrzewanie drewnem/węglem/gazem z butli i 8 razy częstsze niż gaz ziemny. Obala to zresztą szkodliwy stereotyp pt. „biedni kopcą i produkują smog”.

Koszty utrzymania większości mieszkań z zasobu miasta są więc drastycznie wyższe w porównaniu do zasobu prywatnego. Władze zrobiły dotąd wszystko, aby lokatorzy i lokatorzy budynków komunalnych musieli zużywać możliwie najwięcej prądu aby przetrwać. Skutek? Jak wskazują rachunki lokatorów zbierane przez WSL, ci najbiedniejsi pracownicy najemni i emeryci, aby przetrwać zimę zmuszeni są zużywać 18-25 tysięcy kWh rocznie, tj. 10-krotnie więcej niż przeciętny Warszawiak! Nawet na skali mieszkań bez centralnego ogrzewania, warszawskie czynszówki wypadają bardzo blado – wg Urzędu Regulacji Energetyki, średnia zużycia prądu w lokalach ogrzewanych tą metodą wynosi 8,5 tysiąca kWh. Lokatorzy klitek i nor warszawskich – szczególnie matki z małymi dziećmi - zużywają często trzy razy więcej niż reszta osób bez C.O. dlatego, że wiele miejskich budynków nie posiada termomodernizacji. Ich rachunki sięgają ięc nawet 7 tysięcy złotych w sezonie zimowym. Gdy Ewelina, pracująca samotna matka z gminnej kawalerki przy ulicy Komorskiej w Warszawie, poszła osobiście zapłacić taki rachunek w biurze firmy energetycznej, zapytano ją czy pod tym adresem prowadzi fabrykę.

Pamiętajmy, że aby otrzymać mieszkanie z gminy trzeba być osobą ubogą. Decydenci z ratusza kompletnie ignorują przy tym fakt, że aby utrzymać się w takim lokalu, wyraźnie trzeba jednak być bogatym. Cudów nie ma. Przez taką antyspołeczną politykę władze zdążyły wepchnąć dziesiątki tysięcy ludzi w ogromną spiralę zadłużenia, a następnie stworzonych przez siebie dłużników zamieniają w... darmowych pracowników. Program nieodpłatnej pracy za dług to jeden z filarów programu mieszkaniowego ratusza w Warszawie i wielu miastach. Dla kobiet pracujących i zajmujących się domem to de facto trzeci etat, w tym drugi darmowy.

Z badań terenowych WSL wynika, że mieszkania komunalne i socjalne są notorycznie niedogrzane (średnio 14 st. C zimą) i zagrzybione. Chroniczne choroby „lokatorskie” - astma, zapalenie płuc, grzybica dróg oddechowych, reumatyzm, zapalenie pęcherza, nerek – skazują mieszkańców miejskiego zasobu mieszkaniowego na wyższe wydatki na ochronę zdrowia oraz częstsze przerwy w edukacji i pracy. Aby przetrwać w lokalu i nie stracić go, wiele osób podejmuje pracę na drugi etat i na czarno. Jeśli władze, media i np. eksperci z fundacji Habitat for Humanity potrafią nazwać lokatorów walczących o przeżycie zimy „oszustami” którzy ukrywają swoje dochody, apelować o wzmożoną kontrolę i kary wobec tych osób – jak nazwać architektów tej polityki? Jakich kar i kontroli domagać się dla tych, którzy skazują ludzi na długi, pożyczki, mróz, choroby i wytężoną pracę do późnego wieczora?

 

Prywatyzacja energii

Sprawę pogarsza stały nacisk politycznych elit na deregulację i prywatyzację usług związanych z energią. Mimo obietnic kolejnych rządów, podstawowa cena prądu w Polsce w stosunku do siły nabywczej jest niemal najwyższa spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej[5]. Wyzysk ze strony firm jest tak duży, że nawet zniesienie wszelkich podatków od energii elektrycznej (co postuluje np. Polski Alarm Smogowy) nie zmieniłoby radykalnie tej sytuacji.

Warszawa tymczasem, pod rządami Platformy Obywatelskiej, stworzyła prywatny monopol na energetykę cieplną, dokonując historycznej prywatyzacji Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w 2011 roku. SPEC przynosił do publicznej kasy niemałe zyski: rok przed prywatyzacją wyniosły one 62,3 mln zł[6], czyli ponad 4 razy więcej niż Praga Południe wydała na przyłączanie budynków do sieci ciepłowniczej w ciągu dziesięciu ostatnich lat[7]. Tak jak wcześniej tych zysków władze nie wykorzystały aby podłączyć wszystkich do C.O., tak dziś cała ta kasa trafia do prywatnej kieszeni monopolu Veolia. Za to zyski z prywatyzacji SPEC – 1,44 miliarda złotych – w większości przejadły wypłaty „rekompensat” dla garstki elit od reprywatyzacji (ponad miliard z kasy miasta, 400 milionów z budżetu państwowego do 2017 roku).

Co za to otrzymali lokatorzy mieszkań komunalnych? „Kaloryfery służą nam za ozdobę ścienną” – skarżyli się w 2016 roku Gazecie Wyborczej mieszkańcy Pragi. „Choć grzejniki w miejskich kamienicach zamontowano rok temu, wciąż nie płynie z nich ciepło. Instalację wykonał praski Zakład Gospodarowania Nieruchomościami. Ciepło ma dostarczać Veolia – To prywatna spółka, w dodatku jedyna na rynku, więc nie wiążą jej żadne terminy.” – tłumaczy rozbrajająco rzeczniczka dzielnicy Barbara Domańska[8]. Na Pradze Południe burmistrz Żbikowski zwykł podkreślać, że można podłączać do C.O. budynki gminy tam, gdzie „to się kalkuluje spółce Veolia”. Ale dla szefa prywatnej spółki opłacalność rozumiana jest z reguły węziej niż dla reszty społeczeństwa.

Kampania WSL

Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów jesienią 2017 roku ruszyło z kampanią przeciwko drastycznym kosztom ogrzewania. Od tego czasu przez Warszawę przetacza się fala protestów na tym tle. W ciągu czterech miesięcy udało nam się wywalczyć zapewnienie pieniędzy na podłączenie wszystkich kamienic gminnych do C.O. na wniosek burmistrzów dzielnic. Odtąd nasza uwaga skupiła się na walce w poszczególnych dzielnicach, począwszy od tej mającej jeden z większych zasobów mieszkań komunalnych – czyli Pragi Południe.

Po wstępnych badaniach terenowych, nawiązaniu bezpośrednich kontaktów, dystrybucji dziesiątek tysięcy ulotek po kamienicach ogrzewanych prądem, pierwsze gwałtowne protesty wymusiły nadzwyczajną sesję rady dzielnicy. Kolejne pikiety i groźby okupacji urzędów szybko przełożyły się na przyjmowanie grupowych delegacji lokatorskich w biurach dyrektorów administracji, gdzie z kolei wywalczono kolejne deklaracje finansowania doposażenia w C.O. ponad 60 kamienic zamieszkałych przez ponad 2000 osób. W toku tych zmagań WSL i lokatorzy zdążyli też obalić szereg fikcyjnych roszczeń dot. reprywatyzacji budynków gminy i ocalić majątek publiczny warty dziesiątki milionów złotych.

W lutym 2018 rozpoczęliśmy kolportaż własnej gazety „O C.O. TA WALKA” i opracowaliśmy wspólnie żądania: podłączenie wszystkich do C.O, unieważnienie politycznych długów i zablokowanie eksmisji, uruchomienie dopłat wyrównawczych oraz zawieszenie obowiązku opłacania czynszów do czasu likwidacji ubóstwa energetycznego.

Musimy sięgać wyobraźnią także szerzej i zdobyć większą społeczną kontrolę nad sektorem energii. Nasza walka toczy się w najbogatszym mieście tego kraju. Budujemy to bogactwo i dokładnie widzimy jak jest nam odbierane. Mamy tego dość. Warszawa i każde inne miasto w Polsce musi być tworzone „dla milionów – nie dla milionerów”.

Źródło: Biuletyn Związkowy Inicjatywa Pracownicza (www.ozzip.pl) nr 48

 


[1] Wieloletni Program Gospodarowania Zasobem Mieszkaniowym m.st. Warszawy 2018-2022

[2] „Warszawa to jedna z najdroższych stolic w Europie w kwestii wynajmu mieszkań”, Życie Warszawy 28.06.2016

[3] W Wiedniu mieszkania komunalne stanowią 24% zasobu mieszkaniowego miasta, natomiast w Warszawie – zaledwie 9% , statystyki podaję za dokumentem „Polityka mieszkaniowa m.st. Warszawy. Warszawa 2030”  dostępnym na stronie internetowej Urzędu Miasta: http://www.um.warszawa.pl

[4] „Zużycie energii w gospodarstwach domowych 2015” GUS, s. 55-56

[5] GUS, „Energia 2017”

[6] Artykuł „Wszystko o prywatyzacji SPEC” dostępny na stronie http://www.um.warszawa.pl

[7] patrz: protokół z nadzwyczajnej, XLIII sesji rady dzielnicy Praga Południe 19.01.2017, bip.warszawa.pl

[8] „Praga. Ogrzewanie centralne nie działa. Kaloryfery są wciąż zimne”, Gazeta Wyborcza 16.11.2016

Wspieraj WSL

Apelujemy o wsparcie finansowe w postaci darowizny na pokrycie kosztów pomocy prawnej dla lokatorów. Każda wpłata umożliwi nam kontynuowanie działań obrony lokatorów przed skutkami antyspołecznej polityki mieszkaniowej. Między innymi pomoże w walce z nielegalnymi eksmisjami oraz brutalnymi wysiedleniami z prywatnych kamienic przez "czyścicieli". Darowizny prosimy przesyłać na nr konta 2111 6022 020000 0002 2389 6699 W tytule przelewu prosimy wpisać: "Darowizna dla Wielkopolskiego Stowarzyszenia Lokatorów".

© 2020 Wielkopolskie Stowarzyszenie Lokatorów. Strona Trojka Design.